Magic Lullaby
Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Wersja do druku

+- Magic Lullaby (http://magiclullaby.pisz.pl)
+-- Dział:
Kroniki
(http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Myślodsiewnia (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=10)
+---- Dział: Zawieszone (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=70)
+---- Wątek: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] (/showthread.php?tid=919)

Strony: 1 2


Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Ingvar Haraldsen - 09-24-2019

Uczestnicy: Ingvar Haraldsen i Zora Ferenczy-Haraldsen
Opis i Czas wydarzeń: Od roku 1958. Uwzględniane będą najważniejsze i najciekawsze wydarzenia z ich życia.


Grudzień, 1958
Posiadłość Haraldsenów, Dania


Zima roku 1958. Dania, posiadłość rodu czarodziei czystej krwi Haraldsen. W związku ze zbliżającym się świętem Jul, uczniowie Durmstrangu wrócili do swoich rodzin by móc spędzić ten czas z bliskimi. Zima nie była łagodna. Biały puch przykrywał jezdnie i ulice, utrudniając poruszanie się w okolicach. Minusowa temperatura utrzymywała się bardzo długo. Noce były bardzo zimne.
Zajechawszy powozem zaciąganym przez konie pod samą posiadłość domu, Ingvar przywitał się należycie z rodzicami czując iż pomieszczenie wypełniał zapach świerku. Choinka ubierana przez jego młodsze rodzeństwo. Zajrzawszy do dużego pomieszczenia, szybko został wciągnięty przez młodszych na ubieranie drzewka. Dzień ten minął spokojnie, do obiadokolacji, gdzie ojciec oznajmił mu iż za dwa dni odbędzie się uroczysty obiad z udziałem rodziny Ferenczy. Ich rody znały się od lat. Współpracowały ze sobą i praktykowały większość obyczajów swoich przodków. I tegoż też dnia, miała mu zostać przedstawiona narzeczona. Ingvar musiał być tego świadom, by być przygotowanym jako prawowity potomek rodu i odpowiednio się zachować. Znał zasady. W końcu do tego był przygotowywany także przez lata. Najlepsze dla niego było to, że ojciec nie wiedział o jego sekretach i odmienności. Nie buntował się, nie sprzeciwiał, jako że potrafił wszystko obrócić na swoją korzyść. Wolał poczekać do dnia, w którym to wszystko się wydarzy. Nie wiadomo było mu jeszcze, za kogo chcą go wydać.
Ostateczny dzień nastał. Niewolnicza służba składająca się z charłaków i mugoli, przygotowywała podstawowe posiłki na ucztę obchodzenia także święta Jul. By zachować tradycję, przygotowano tradycyjne dania jak pieczoną wieprzowinę, gęsi, ziemniaki, czerwoną kapustę i sos. A także wiele innych, włącznie z deserami. Tradycyjny pudding ryżowy z ukrytym migdałem. Udekorowana choinka zdobiła wielką salę, w której śmiało można byłoby wyprawić wesele. Jej styl bardzo nawiązywał do epoki wikingów. Na jednej ścianie wisiały obrazy przedstawiające najsłynniejszych wikingów, w tym Haralda III Srogiego, od którego wyniosło się ich nazwisko. Na innej prezentowała się tarcza i dwa toporki skrzyżowane nad nią. Inną ścianę zajmowały wysokie okna, z ciężkimi ciemnozielonymi zasłonami. Ściany sali były wygładzone i przemalowane na popiel. Co by nie zaciemniać do przesady pomieszczenia, a rozjaśnić przez drzewne i ciężkie eksponaty jak i dębowe meble. Pod inną ścianą stał wysoki zegar a obok niego kolekcja włóczki ustawiona na specjalnym do tego stojaku. Najwyraźniej pamiątki po dziadach i pradziadach.
Nie można zapomnieć także o dużym i masywnym kominku, będącego odpowiednim na rozpałkę drewna jak i magiczny środek transportu, który na swoich obrzeżach wyrzeźbiony został runami. W centralnym miejscu wnętrza kominka, wygrawerowano ośmioramienne runa Algiz, będąca ochronnym odpowiednikiem swojego działania dla osób przechodzących z tego miejsca do innego. Wierzono, że zapewnia bezpieczny transport.
Goście powoli przybywali. Szczególnie od strony Erika. Ingvar witał gości w salonie, ubrany w odpowiednie czarne eleganckie i drogie szaty wyjściowe. Z elementami na wykończeniu marynarki jak i jej mankietów granatowym jedwabiem. Biała koszula i granatowy, jedwabny krawat stylu wiktoriańskiego. Uśmiechy, rozmowy i dobra mina przyciągały jego uwagę gości. Gdyby tylko mógł, ulotnił się z tego gwaru zebranych ludzi.
Blondyn stał przed oknem, spoglądając niebieskimi oczami na spokojnie prószący śnieg i nadchodzący wieczór. Swoje średnio długie blond włosy, miał związane w kitę. Ręce schował do kieszeni spodni. Nie zwracał uwag ina to, że jego rodzeństwo podlizywało się wujkom i ciotkom. Nie dając im spokoju, jakie prezenty im przynieśli. A tak, pod choinką znalazło się parę paczek.


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Zorana Ferenczy-Haraldsen - 09-24-2019

Zwykle była podekscytowana przerwą świąteczną, a Jul było jedną z jej ulubionych uroczystości i to nie tylko dlatego, że mogła się wyrwać z Instytutu chociaż na chwilę. Najważniejsze było dla niej spędzanie czasu w rodzinnym gronie. Swoich bliskich, mimo stawianych przed nią wymagań, bardzo kochała, a i zawsze była podekscytowana przed spotkaniem dalszych członków rodzin matki i ojca, którzy w większości jeśli nie inspirujący, to byli przynajmniej intrygujący. Tym razem czuła jednak wszystko poza ekscytacją i radością oraz emocjami im pokrewnymi. Cały nastrój się zmienił, gdy Zoranę poinformowano o tym, że zostanie przedstawiona swojemu narzeczonemu, właśnie podczas obchodów Jul. Rodzice nie kryli dumy z wyboru jej przyszłego małżonka, ale z jakiegoś powodu chcieli zachować jego nazwisko w tajemnicy. Zora lubiła niespodzianki, jednak od tej niepewności nieustannie miała wrażenie, że zaraz zwróci całą zawartość swojego żołądka. Wrażenie to tylko zostało spotęgowane przez dopasowaną w talii i obcisłą na korpusie granatową szatę do ziemi, z ciasno przylegającą do szyi, wysoką stójką.
Wiedziała, że kiedyś dojdzie do tego momentu, ale miała nadzieję, że to będzie… Później. Dużo później. Miała plan odwlekać małżeństwo tak długo, jak tylko się dało i kręcić nosem na wszystkich kandydatów. Widząc jednak ekscytację matki, która zdołała jej tylko wyjawić, że już znała wybranka, ostentacyjne okazywanie niezadowolenia okazało się nie tylko dużo trudniejsze, a wręcz niemożliwe. Zorana uśmiechała się jedynie blado do trajkoczącej wesoło matki, nawet nie czując, jak szarpała jej boleśnie włosy, usiłując ułożyć je w misterną, elegancką fryzurę.
Przed wyjściem na zewnątrz służąca zarzuciła na jej ramiona puszyste, białe futro i blondwłosa czarownica była już gotowa, aby na miękkich nogach wejść do zaprzęgniętego w czwórkę granianów powozu.
Samej podróży zupełnie nie pamiętała. Ale gdy wysiadła przed posiadłością Haraldsenów, od razu rozpoznając fasadę, myślała, że upadnie. Szczęśliwie znalazła oparcie w dłoni ojca, który podtrzymał ją podczas stawiania pierwszych kroków w ozdobnych trzewikach na trzeszczącym śniegu. Skrupulatnie i z wielką wprawą ukryła swoje rozchwianie emocjonalne, ignorując parę skrzatów, która popędziła obładowana prezentami do drzwi dla służby. Wrota domu wydały się młodej Ferenczy tak obezwładniająco monumentalne, że aż zadrżała i choć nie był to pierwszy raz, kiedy przyszło jej przed nimi stanąć, tak się właśnie poczuła.
Obrzydliwe - przeszło jej przez myśl, gdy jakaś młodziutka - maksymalnie trzynastoletnia - charłaczka popędziła w ukłonach, aby zabrać od niej płaszcz, ale podobnie jak pozostali, nawet nie obdarzyła jej spojrzeniem, udając, że dla niej niewolnictwo również było czymś zupełnie normalnym. Nie miała nawet sił, aby podziwiać wspaniałości dekoracji i zastanawiać się, który z synów Erika był jej przeznaczony. Jedyne, na czym mogła się skupić, to ściśnięty w supeł żołądek.
Bezmyślnie witała się ze wszystkimi zebranymi, wymieniając grzeczności, śmiejąc się wdzięcznie i odruchowo grając perfekcyjną córeczkę z dobrego domu, zachwyconą tym, że niedługo wyjdzie za mąż, jednak wszystko widziała jak przez mgłę. Miała wrażenie, że jej ciało samo układa się do pełnych gracji dygnięć, usta same otwierają, a głos bez jej udziału wyraża pochwały na tle wystroju wnętrza, organizacji uczty i wspaniałych sukien czarownic.
Nie pamiętała nawet, jak i kiedy została posadzona przy masywnym, uginającym się od potraw stole.


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Ingvar Haraldsen - 09-24-2019

Erik miał dwóch starszych synów. Ingvara i Ansgara. Między nimi był jedynie rok różnicy w wieku. Pozostałe dzieci były znacznie młodsze. Dla nich na narzeczeństwo przyjdzie jeszcze czas. Ansgar w przeciwieństwie do swojego starszego brata, był bardziej porywczy, żywiołowy i chętny na zabawy. Ingvar sprawiał wrażenie opanowanego, zdystansowanego i odpowiedzialnego. Jak na przyszłego dziedzica rodu przystało.
- Soma! Jakże miło Cię widzieć!
Odezwał się Erik, podchodząc do przyjaciela i zarazem pana Ferenczy. Odziany w wyjściową czarną szatę przyozdobioną dekoracyjnym futrem na kołnierzu i mankietach. Znali się sporo czasu. W większości przez interesy. Wspólne podróże i ze względu na swoje dzieci, które chodzą do szkoły. Mężczyzna średniego wieku o przypominających rysach twarzy wikinga. Posiadał średniej długości włosy ciemnego blondu, zaczesane do tyłu. Jego twarz zdobiła także długa broda, zapleciona w dwa warkocze. Budowę ciała miał umięśnioną, lecz i lekko widoczny brzuch. Mimo swojej siły, miał lekką nadwagę.
Po ciepłym powitaniu Somy Ferenczy, nie zapomniał o jego małżonce.
- Durdica. Pięknie wyglądasz.
Erik był znany z tego, że szanował kobiety i prawił komplementy, nawet nie zwracając na to, że jego żona potrafiła spojrzeć na niego karcąco. Jednakże, zazdrosna nie była, dopóki ten nie zrobił jakiegokolwiek skoku w bok. Nie zmienia to jednak faktu, że w domu rządziła ona.
- No już wystarczy Erik. Pozwól naszym gościom się rozebrać i niech rozgoszczą w salonie.
Rzekła Gerda, żona Erika. Szczupła i piękna kobieta, którą mógłby zapragnąć każdy mężczyzna. Długie blond włosy opadały na jej plecy, sięgając pośladek. Na sobie miała butelkową suknię z szerokimi rękawami, przyozdobioną złoceniami. Podeszła do gości i przywitała się z nimi należycie. Żadne z nich nie zapomniało też o młodej córce państwa Ferenczy.
- Zorana. Miło Cię widzieć.
Przywitała ją ciepło kobieta, spoglądając niebieskimi oczami. Tymi jakie można było ujrzeć u Ingvara. Tak, po matce miał oczy i charakter.
- Zapraszamy do środka. Rozgośćcie się.
Zaprosiła wszystkich do środka, męża wyganiając po ich niewolników by przygotowali odpowiednio beczkę pitnego miodu. By można było później poczęstować gości. Przede wszystkim  należało podać im coś ciepłego na rozgrzanie.
Ingvar słyszał rozmowy w holu, ale nie wychodził na powitanie. Dołączył do niego brat, który widocznie podejrzał już kto przybył.
- Tylko Zorana przyjechała.
Rzekł Ansgar. Znał dziewczynę, jako że także uczęszczał do tej samej szkoły co brat jak i był z tego samego rocznika co panienka Ferenczy.
- Wniosek nasuwa się sam... Jeżeli nikt więcej od nich nie przybędzie… Ech.
Ingvar westchnął. Obaj po chwili skierowali spojrzenia w stronę wejścia do salonu, by móc zaraz powitać gości. Inni już zajmowali swoje miejsca. Obaj chłopcy byli lekko do siebie podobni. Obaj blondyni, elegancko ubrani.


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Zorana Ferenczy-Haraldsen - 09-24-2019

Machinalnie udawała zainteresowanie i z niezwykłym zaangażowaniem witała goszczącą ich rodzinę. Kątem oka obserwowała, jak jej ojciec, średniego wzrostu, ale dość dobrze zbudowany, szczupły czarodziej o kasztanowych, zaczesanych do tyłu włosach i wyraźnych kościach policzkowych, który przy Eriku wyglądał na dużo mniejszego niż był w rzeczywistości, z powściągliwym uśmiechem witał się z bliskim znajomym. Ferenczy słynęli z tego, że w kontaktach z innymi ograniczali się raczej do stosownej uprzejmości i rzadko kiedy wychodzili poza ten schemat. Durdica była jego zupełnym przeciwieństwem - ciepła i wylewna, ale jednocześnie w pewien sposób eteryczna, niska i smukła o wręcz elfiej urodzie i burzy jasnych loków w kolorze truskawkowego blondu i alabastrowej cerze z drobnymi piegami. Zaśmiała się krótko, słysząc komplement.
- Och, Eriku, ty i te twoje złote usta…! - odparła radośnie, witając się z gospodarzem. Zaraz potem zaczęła szczebiotać coś do jego żony. Zorana oczywiście również przywitała się wdzięcznie z małżeństwem Haraldsenów i każdym innym, kto do niej podszedł, ale nie robiła tego tak wylewnie, jak jej matka. Należała raczej do ciepłych osób, ale innych czystokrwistych starała się trzymać na dystans, zachowując oczywiście elegancję i klasę.
Wciąż jednak przez jej głowę przepływały tysiące czarnych myśli i nie mogła się na niczym skupić. Na ziemię sprowadził ją dopiero widok braci. Chodzili razem do szkoły i znała ich dość dobrze, ale poczuła się, jakby widziała ich po raz pierwszy. Niewątpliwie przystojni. Blondyni o niebieskich oczach. Przeszło jej przez myśl, że mogłaby być ich siostrą. Nawet nie interesowało jej, który z nich miałby ją wziąć za żonę. Było jej wszystko jedno - obaj byli tak samo nieodpowiedni.
- Ingvarze, Asgarze - wstała i przywitała się z braćmi skinięciem głowy, zmuszając się do lekkiego uśmiechu. Któryś z nich miał zostać jej mężem. Ta myśl wydała jej się tak ostateczna… Została posadzona naprzeciw chłopców, co ani trochę nie pomagało. Było jej niedobrze, a widok pełnego stołu tylko czynił sytuację trudniejszą do zniesienia. Mimo to zaczęła jeść nałożone na jej talerz przystawki. Miała nadzieję, że nie było po niej widać, z jak wielkim trudem szło jej przeżuwanie i przełykanie, ani że miała ochotę zwymiotować wszystko na stół. Myślała, że małżeństwo to nic takiego. Ale teraz, gdy siedziała naprzeciwko przyszłego mężczyzny jej życia, okazywało się to perspektywą nie do zniesienia. Miałaby go dotykać czule przy ludziach w ciągu dnia, a w nocy dzielić z nim łożę. Ogarnęła ją ochota, by wstać i wyjść, ale siedziała twardo, przysłuchując się plotkom wymienianym przez Durdicę i Gerdę z udawanym zainteresowaniem, wtrącając niekiedy swoje trzy grosze. W środku umierała, ale wciąż starała się utrzymywać odpowiednią pozę.
Nagle rozmowy zostały przerwane przez dźwięczne uderzenia w kryształ. Zoranie zakręciło się w głowie. Toast. Zaraz to ogłoszą. Jej dni jako wolnej czarownicy zostaną policzone. Mimo to przestała jeść, wytarła usta serwetką i ująwszy w dłoń swój kieliszek, utkwiła spojrzenie w Eriku, który wyrósł ze szczytu stołu, górując nad wszystkimi zebranymi. On zaś powiódł wzrokiem po zebranych, by chwilę dłużej zatrzymać go na twarzy Somy. Kąciki ust Ferenczego drgnęły w nikłym półuśmiechu, a głową wykonał nieznaczne skinienie, dając znać, że również zgadzał się, aby ich plany dotyczące połączenia rodzin zostały oficjalnie ujawnione i na dobre rozpoczęło się świętowanie.


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Ingvar Haraldsen - 09-24-2019

Ich rodzice bardzo dobrze się znali. Interesy między rodami miały się w najlepsze. Nie trzeba nawet wspominać o tym, że dzieci Erika kupowały swoje różdżki właśnie u Durdici. Z kolei jeżeli ktoś potrzebował dobrej miotły do latania, mógł zasięgnąć usług u brata Erika, prowadzącego nie tylko sklep ale i ich produkcję. Jedną z najlepszych w Danii. Przyjaźń kwitła aż obaj panowie postanowili na dobre połączyć swoje rody.
Ingvar widząc Zoranę, która weszła by i z nimi się przywitać, odpowiedział jej również skinieniem głowy. Podobnie jak jego brat Asgard. Obaj z kolei odpowiedzieli równo.
- Zorano.
Cała trójka była porządnie wychowana. Nie to co małe brzdące biegające po salonie. Dwóch młodszych ich braci i siostra. Ród Haraldsenów słyną z tego minusu, że najwięcej rodziło się u nich chłopaków. Nie mieli problemu z rozwijaniem gałęzi rodowej, ale był problem z uzyskaniem odpowiednich partnerek i współpracę z rodami.
Kiedy niemal wszyscy przybyli, zaproszono do stołu, gdzie po jednej stronie siedzieli gospodarze, a po drugiej goście. Tak więc Ingvar miał na przeciwko siebie Zoranę. W przeciwieństwie do niej, nie odczuwał strachu i nie miał problemu ze spożywaniem posiłku. Nawet jeżeli wiedział co go czeka. Jedyne co mu nie odpowiadało, to publiczne oznajmianie o takowym zamiarze. Spoglądał kątem oka na dziewczynę, zauważając jak się męczyła. Nawet siedzący obok brat to widział, nie raz go szturchając. Zorientował się, że jego koleżanka nie czuje się najlepiej. Możliwe że zaproponowałby jej wyjście na zewnątrz, lecz w tym czasie ich ojciec zastukał w kieliszek by dać sygnał proszący o ciszę.
Erik zajmując szczytowe miejsce, wstał i ujął mosiężny kielich napełniony piwem pitnym, który oczywiście polano dorosłym. Warto jeszcze wspomnieć, że wszelkie naczynia i zastawy stołowe były zachowane w stylu wikingów, przynajmniej ich większość.
Odnajdując spojrzenie Somy i otrzymawszy zgodę, Erik postanowił rozpocząć swoją przemowę z uśmiechem i radością.
- Szanowni państwo. Rodzino. Przyjaciele! W ten niezwykły dzień, jaki pierwszy raz przypadło nam wspólnie uczcić święto Jul, pragnę ogłosić, iż od wielu lat nasze rodziny ze sobą współpracują, wspierają się i pomagają. Wraz z Somą doszliśmy do wspólnego wniosku, aby połączyć nasze rody przypieczętując to małżeństwem naszych dzieci. Mojego syna Ingvara i córki Somy, Zorany Ferenczy. Brawa dla narzeczonych!
Radosna nowina została ogłoszona a toast wzniesiony. Nie dało się ukryć jak rodzina Haraldsenów była wielce radosna i gratulowali Ingvarowi i Erikowi za taki krok ku rozwojowi rodu.
Ingvar przyjął podziękowania skinieniem głowy i z uśmiechem, który tak naprawdę był sztuczny. Robił dobrą minę do złej gry. Małżeństwo nie było czymś czego pragnąłby w swoim życiu zrealizować. Spojrzał na Zoranę unosząc kielich z sokiem i upijając łyka. Zmrużył oczy, dostrzegając tak jak jego brat, że nie wydawała się być tak jak on zadowolona. A może i ich jedzenie jej zaszkodziło?


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Zorana Ferenczy-Haraldsen - 09-24-2019

Soma również się szczerze uśmiechał, a Durdica była wręcz wniebowzięta. Rozległy się oklaski, a jadalnia wypełniła się gwarem ciepłych gratulacji i rozemocjonowanych głosów. Nie codziennie ogłaszano zaręczyny dziedzica rodu i zapowiadano przedłużenie głównej gałęzi. Wśród przywiązanych do tradycji czarodziejów było to ważne wydarzenie.
Mimo że było to ostatnią rzeczą, jakie pragnęła w tym momencie, Zorana uśmiechnęła się pięknie, najurokliwiej i najszczęśliwiej jak była w stanie i uniosła swój kieliszek, przyjmując gratulacje z klasą i godnością. Jej spojrzenie, które utkwiła w Ingvarze, jednak pozostało zimne. A więc to on wkrótce miał zostać jej małżonkiem. W głowie dziewczyny już zaczynały się układać najrozmaitsze plany na odroczenie ślubu, bo spodziewała się, że rodziny będą chciały, aby odbył się on jak najszybciej, czyli po ukończeniu przez nią pełnoletności. Zostały jej więc jedynie dwa lata.
To intensywne myślenie wyparło niepokój, pozostawiając tylko determinację. Zaczęła jeść z apetytem i aktywniej brać udział w konwersacjach. Znacznie śmielej studiowała też twarz swojego narzeczonego, próbując odgadnąć, co on o tym wszystkim sądził. Nie wydawał się być zawiedziony rozwojem sytuacji, zażenowany ani nawet wyjątkowo szczęśliwy. Tak naprawdę nie okazał praktycznie żadnej emocji, co wcale nie pomogło czarownicy w rozeznaniu się w sytuacji.
Wkrótce, niedługo po podaniu dania głównego, w sali rozległa się muzyka. Goście zostali zachęceni do wstania i pogratulowania świeżo zaręczonej parze. Zorana stała tak blisko Ingvara, że stykali się ramionami. Mogła poczuć jego zapach. Ta bliskość ponownie wytrąciła ją z równowagi, ale tym razem pozbierała się znacznie szybciej i z udawaną radością dziękowała za miłe słowa wszystkim zebranym, choć szalenie chciała gdzieś uciec. Nie mogła się doczekać, gdy kolędy zostaną odśpiewane, prezenty rozdane i rozpocznie się zdecydowanie mniej formalna część, podczas której będzie mogła choć na chwilę gdzieś zniknąć.
Po dłużących się jej szaleńczo gratulacjach, wreszcie zostało zarządzone śpiewanie kolęd, najbardziej lubiane przez dzieci, bo to oznaczało, że wkrótce będą mogły wszystkim rozdać prezenty. Prym wiódł dominujący i donośny głos gospodarza, ale większość pozostałych czarodziejów również się starała. Tradycja wyraźnie sprawiała im przyjemność i Zora nie była wyjątkiem. Ponownie udało jej się nieco rozluźnić, gdy skupiała się tylko na tym, by jej kryształowo brzmiący głos był czysty i głośny. Może i się bała, ale chciała dobrze wypaść. Zawsze, niezależnie od okoliczności.
Tego roku też sama wybierała prezent dla niewiadomego jeszcze narzeczonego. Ostatecznie padło na ręcznie wykonany z sosny z sadu Durdiki kufer, z wygrawerowanymi runicznymi zaklęciami ochronnymi, piękny, zdobiony i bezdenny. Zorana przyłapała się na tym, że naprawdę chciała, aby prezent spodobał się Ingvarowi, bo włożyła dużo wysiłku w zamówienie go i dopracowanie każdego detalu. Jedynie drewno, z jakiego został wykonany wybrała jej matka i teraz dziewczyna wiedziała, czemu. Najpewniej było zrobione z tego samego, co różdżka Ingvara, którą wykonała Durdica.


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Ingvar Haraldsen - 09-24-2019

Podobnie rodzice Ingvara, Erik i Gerda byli zadowoleni. Młodzi nie okazywali sprzeciwu i wiedzieli co ich w przyszłości czeka. Dziewczyna dobrze zauważyła, że jej narzeczony nie okazywał żadnych emocji. Jakby nie przejmował się też tym co miało tutaj miejsce. Zachowywał się zwyczajnie, lecz był mało rozmowny. Nie wdawał się w dyskusje, nie wiedząc ku temu powodu. Jedynie z bratem gadułą zamieniał parę zdań. Nie umknęło mu równiez to, że Zorana na niego spoglądała. Odwzajemniał jej spojrzenie, lecz nadal bez emocjonalnie.
Upragnione przez dziewczynę kolędy w końcu się zaczęły, kiedy wszyscy byli juz po uroczystym obiedzie najedzeni. Wszyscy, lecz z wyjątkiem Ingvara śpiewali kolędy. Nie czuł się w obowiązku popisywać, mimo iż mają takie tradycje rodzinne. Słuchał i wpatrywał się w kominek .
Czas prezentów według niego to było niepotrzebne wydawanie pieniędzy. Jednakże taki wymóg i tradycja. Wciąż i wciąż można to co roku powtarzać. Odbierając opakowanie od swojej narzeczonej, postawił na stole i je rozpakował. To co ujrzał, nieźle go zaskoczyło. Ale można było też zauważyć, że był z tego prezentu zadowolony. Gładził pudełko, wodził po rzeźbach palcami.
- Sosna... Ładne.
Poznał. W końcu jego różdżka była z tego drzewa wykonana. I chyba pierwszy raz tego wieczoru posłał jej lekki uśmiech. Teraz przyszła kolej na niego. Musiał jednak udać się po prezent dla niej, który w przeciwieństwie do szkatułki, był mniejszy. Bardzo ładnie zapakowany w zielony papier i wstążkę. Można było domyślić się, że swój udział miały w tym rękę kobiety. Matka albo siostra musiały owinąć pakunek.
- Też mam coś dla Ciebie.
Podarował zapakowane pudełko Zoranie.  w którym znajdował się srebrny medalion, na drugiej stronie miał wygrawerowaną runę ochronną Algiz. Młody Haraldsen nie był pewny czy to się dziewczynie spodoba, ale powinno liczyć się to, że sam wybierał. Wystarczy obserwować, co kobietom może się podobać.


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Zorana Ferenczy-Haraldsen - 09-24-2019

Znała Ingvara nie od dziś i wiedziała, że był raczej zimnym człowiekiem. Może to i lepiej? Nie będzie naciskał na rozmowy i wspólne wyjścia. Zachowywał się tak, jakby niczego od niej nie chciał. Zupełnie czego innego spodziewała się po narzeczonym. Przynajmniej udawania, że jest zadowolony z rychłego ślubu i możliwości wypełnienia obowiązku przedłużenia swojej linii rodowej. Tak, jak starała się to robić ona.
Niemniej Zoranę ucieszyło, gdy w końcu się uśmiechnął. Nie była zadowolona tą całą sytuacją, ale była skłonna się z nią pogodzić, przynajmniej na ten moment. A rozsądnym byłoby mieć dobre relacje z małżonkiem.
- Wesołego Jul - odparła więc miękko. - Cieszę się, że ci się podoba.
Jej słowa były szczere. Nie chodziło tylko o kwestie wychowania - Zora po prostu lubiła być miłym człowiekiem, szanującym innych i lubiła im sprawiać przyjemność. Co nie oznaczało, że zawsze szła im na ręką, przeciwnie - wiedziała jak postawić na swoim i nie krzykiem, ale subtelną sugestią. Ale żeby móc na innych wpływać, należało mieć ich po swojej stronie. Jej przyjazny charakter miał więc drugie dno.
Czarownica przyjęła mały pakunek i rozpakowała go niespiesznie. Zdecydowanie wolała dawać prezenty niż je otrzymywać, ale lubiła posiadać i była wrażliwa na piękno. Dlatego misternie zdobiony wisior bardzo jej się spodobał. Pogładziła go delikatnie w zamyśleniu, zastanawiając się chwilę. Stojący obok chłopak mógł zauważyć, że chwilę biła się z myślami. W końcu, starając się ukryć drżenie rąk, wyciągnęła naszyjnik w jego kierunku.
- Dziękuję. Jest wspaniały. Pomożesz mi go założyć? - powiedziała już pewnie, tak, aby stojący obok usłyszeli i uśmiechnęła się ładnie. Zaraz odwróciła się tyłem i odgarnęła dolną, rozpuszczoną część swojej fryzury, aby Ingvar mógł swobodnie zapiąć jej łańcuszek na szyi. Nie do końca była zachwycona wizją muskających ją po delikatnym karku męskich palców, ale była w stanie się poświęcić dla dobrego wrażenia.


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Ingvar Haraldsen - 09-24-2019

Ingvar rzadko kiedy okazywał jakieś emocje. Zdawać by się mogło, że żył w swoim świecie i nic go nie interesowało. Małżeństwo z panną Ferenczy traktował jako obowiązek rodowy, który ma przypieczęstować przyjaźń między ich rodami. Przygotowywał się do tego, świadom będąc że prędzej czy później, jako najstarszy zostanie na to wystawiony.
Szkatułka bardzo mu się podobała. Później pomyśli, co tam będzie przetrzymywać. Odwdzięczył się tym samym, wręczając prezent Zoranie od siebie. Co więcej, nie potrafił komuś życzyć czegoś wesołego, skoro nie było pewności że tak będzie. Nawet jeżeli to było nawet widać, że Jul mieli tej nocy wesołe.
Dziewczynie owy medalion się spodobał. Trafił widocznie w gust. Widział jej zastanawianie się, aż w końcu poprosiła o założenie. W sumie nie musiała tego teraz zakładać. Ale jeżeli chciała, pomoże jej.
- Tak.
Potwierdził beznamiętnie, biorąc od niej medalion, przygotowując sobie łańcuszek w dłoniach. Gdy odkryła mu kark, przełożył łańcuszek medaliony przez szyję i zapiął na plecach. Czuł spojrzenia rodzin, gdzie część z nich się im przyglądała. Uroczo musieli wyglądać, kiedy zaczynali się tak jakby dogadywać. Odpowiednia mina do odpowiedniej gry.
- Chcesz się przejść?
Zaproponował, mając bardziej na myśli wyrwanie się z tego tłoku rodzinnego, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Propozycję wyszeptał jej do ucha, kiedy zakładanie medalionu zakończone było sukcesem. I jeżeli się zgodziła, mogli opuścić na jakąś chwilę gości, ubrać na siebie ciepłe odzienie i wyjść na zewnątrz.


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Zorana Ferenczy-Haraldsen - 09-25-2019

Pozory w świecie czarodziejskich rodzin czystej krwi były wszystkim. Za dzieciaka Zorana nauczyła się udawać radość, chować zdegustowanie i tłumić złość. Z czasem była w stanie coraz lepiej się kontrolować i w końcu - ukryć to, kim była naprawdę. Starała się nie wodzić spojrzeniem za innymi kobietami, jej mimika była niewzruszona, gdy ktoś jawnie łamał prawa drugiego człowieka, jeśli ten człowiek dla niego nie dorastał mu do pięt. Pozwalała na wiele a wszystko w imię... Wygody. Gdy tak o tym myślała, zaczynała sobą gardzić. Ale ta pogarda szybko mijała, gdy tłumaczyła sobie, że taki był jej świat i musiała robić wszystko, aby się w nim odnaleźć. I aby zmienić go na lepsze.
Szczęśliwie Ingvar założył jej naszyjnik niemal nie dotykając jej skóry. Odetchnęła więc z ulgą. Starała się nie patrzeć na zgromadzonych wokół. Wiedziała, że oni patrzyli. I mieli patrzeć. Byli jej widownią. Widownią, która mogłaby ją rozszarpać za najmniejszy błąd, ale to, jak łykali jej grę, było niczym oklaski.
- Z miłą chęcią - odparła z eleganckim uśmiechem i zgodnie z prawdą Ferenczy. Odruchowo wsunęła narzeczonemu rekę pod ramię i pozwoliła się odprowadzić. Krótko przeprosiła najbliżej znajdujących się gości i oddaliła się wraz ze starszy chłopakiem. Natychmiast przybiegła służka z płaszczami. Zora pozwoliła Ingvarowi zarzucić jej swoje futro na ramiona i udali się wspólnie na taras, który przypominał właściwie znacznie bardziej balkon, bo ziemia urywała się wraz z balustradą i stał na krańcu potężnego klifu.
Natychmiast, gdy byli poza zasięgiem obcych oczu, czarownica wysunęła swoją rękę z uścisku, delikatnie, ale stanowczo, pod pretekstem zbliżenia się do barierki i wychylenia się przez nią, by zatopić spojrzenie w znikającym w nocnym powietrzu horyzoncie.
- Bardzo tu pięknie - rzekła cicho, faktycznie poruszona wspaniałością rozciągającego się przed nimi krajobrazu. Kątem oka jednak nieustannie zerkała na Ingvara. Jego tajemniczość sprawiała, że czuła się niepewnie. Wciąż nie wiedziała, kim do końca był i czego miała się spodziewać.


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Ingvar Haraldsen - 09-26-2019

Tajemniczość towarzyszyła Ingvarowi nawet w Instytucie Magii, do którego chodzili oboje. Wielu nie potrafiło go rozgryźć, kiedy ukrywał swoje emocje. Na nic nie reagował, jedynie kiedy było coś wartego jego uwagi. Słabszym nawet nie pomagał, twierdząc, że upadając, mogą sami się kiedyś podnieść, stosując przy tym metafory.
Nie dotykał jej skóry, nie widząc w tym żadnego sensu. Zapiął jej łańcuszek i tyle z czynności jaką wykonał. Wtem zaproponował wyjście, na które się zgodziła. Odebrał płaszcz od służki i narzucił na ramiona swojej narzeczonej. Swój odbierając następnie i zakładając na siebie. Wyszli na niewielki taras, choć bardziej stawiał na spacer po okolicach, to jednak w takiej sytuacji świątecznej, wypadałoby się nie oddalać.
Gdy znaleźli się na miejscu, Zorana zbliżyła się do barierki by podziwiać piękno leśnych widoków, zasypanych bielą śnieżną.
- Tak. Nawet bardzo.
Potwierdził, zbliżając się i stając obok niej. Po chwili obejrzał się za siebie, po obu stronach, jakby badał ich otoczenie. By po chwili zwrócić się do panny Ferenczy.
- Nie odpowiada Ci ten ślub?
Zapytał ze stwierdzeniem przekonania, widząc jej zachowanie przy stole. Mimo iż była z niej wyuczona aktorka by ze wszystkiego się cieszyć, to jednak dostrzegał mały element jej niezadowolenia z  tego wszystkiego.


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Zorana Ferenczy-Haraldsen - 09-27-2019

Od zawsze czuła się związana z naturą. Co prawda krajobrazy Węgier i Chorwacji były... inne. Zupełnie. Łagodniejsze, choć równie dzikie. Nie tak zimne i odległe, tylko wręcz zachęcające. Kuszące swoją miękkością i ukrywające to, jak niebezpieczne w rzeczywistości były.
Gdy usłyszała pytanie, Zorana przez chwilę ważyła na języku słowa, po czym zdjęła miękką rękawiczkę i gołą dłonią przesunęła po cieniutkiej warstwie śniegu na balustradzie, zdejmując ją jednym pociągnięciem. Zimny puch natychmiastowo rozpływał się pod jej dotykiem. Zerknęła na swojego narzeczonego, próbując coś wyczytać z jego twarzy.
- Oczywiście, że mi nie odpowiada - odpowiedziała, wiedząc, że nie udało jej się tego ukryć. - Żadna szesnastolatka nie marzy o tym, aby wyjść za prawie nieznajomego człowieka od razu po zakończeniu szkoły.
- Chciałabym zdążyć... Żyć - wzruszyła ramionami i odwróciła się, z powrotem wlepiając spojrzenie w lśniące w świetle wysokiego księżyca ośnieżone zbocza gór. Założyła rękawiczkę i oparła się o poręcz.
Najlepszym kłamstwem była półprawda. Przekonująca i właściwie nie do przejrzenia, jeśli się miało choć trochę wprawy. A Ferenczy miała tej wprawy bardzo wiele.
- Rzecz jasna wiedziałam, że to się kiedyś stanie, to nie tak, że jestem zaskoczona - Wzruszyła ramionami. W przeciwieństwie do Ingvara nie mogła być dumna, że spełni obowiązek przedłużenia linii rodowej. - Ale na to chyba nie można być tak całkiem przygotowanym. Sądziłam, że będzie... Inaczej. Że będę czuła mniej i że nie zrobi mi to różnicy.
Odpowiadała zgodnie z prawdą, wygodnie pomijając to, że najchętniej nie miałaby w ogóle męża, a piękną partnerkę u swojego boku, z którą budziłaby się co ranka i na śniadanie całowała jej słodkie wargi.
- Nie zauważyłam, żebyś ty też skakał z radości - dodała nieco kwaśniej niż zamierzała i odwróciła spojrzenie od natury, zwracając je ku twarzy Haraldsena. Próbowała z niej czytać więcej, niż chciał pozwolić jej dostrzec.


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Ingvar Haraldsen - 09-28-2019

Zorana lepiej znała się z jego bratem Ansgarem, jako że chodzą do tej samej klasy rocznikowej. Ingvar jako ten starszy mia swoje towarzystwo i znajomych, którzy raczej są nieliczni. Nie przywiązuje się do znajomości jak inni, by szukać sobie przyjaciół. Oddaje się swoim zainteresowaniom oraz obowiązkom rodzinnym.
Obserwując i słuchając Zoranę, widział w niej uwolnienie emocji, które w końcu mogła z siebie wyrzucić. Poczekał cierpliwie aż skończy długą odpowiedź na jego pytanie. Każdy w ich wieku chciał być wolny. Nie musząc przejmować się takimi sprawami jak oni, związani przez pakt sojuszowy między rodzinami by uwiecznić przyjaźń, wsparcie, pomoc i korzyści. By wspólnie nawet postawić się wrogom. Czasy wojen o ziemie dawno minęły. Teraz walka jest o status czarodzieja.
Gdy skończyła mówić, Ingvar spojrzał przed siebie, podszedł do barierki i oparł się o nią przedramionami, splatając palce ze sobą.
- Traktuję to jako obowiązek... Ale tak. Mnie również to nie odpowiada.
Przyznał się, co znaczyło że oboje postawieni byli w tej samej sytuacji.
- Myślałem o tym dużo i doszukałem się nawet plusów takiego związku. Pytanie tylko, czy się dogadamy. Mamy co prawda czas by się lepiej poznać i nie ukrywam, że w szkole będą o nas także mówić.
Dla pewności, obejrzał się jeszcze za siebie, czy czasem ktoś nie podsłuchuje, czy też obserwuje ich. Nie chciał niepotrzebnych świadków, którzy mogliby zrujnować ich plany. To już nie były jego a ich wspólne. A wierzył, że skoro Zoranie ten cały ślub nie pasował, jest szansa że się dogadają i będą żyć po swojemu, według wspólnie ustalonych zasad. Brał też pod uwagę że w szkole mogą chodzić słuchy i jego narzeczeństwie i na pewno musi zadbać o to, by jego rodzeństwo nie stało się przyczyną tego rozgłosu. Porozmawia z braćmi, by zachowali tę informację dla siebie.
Powrócił spojrzeniem na Zoranę, by dostrzec w niej reakcję na swoje słowa. Czy byłaby zainteresowana i czy da mu przekonanie o tym, że w tym związku będą się dogadywać i nie wchodzić sobie w drogę. Miał plan, który i tak muszą wspólnie opracować. Lecz nie tutaj. Nie w pobliżu swoich rodzin. W szkole magii, to będzie idealne miejsce.


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Zorana Ferenczy-Haraldsen - 10-09-2019

Nie spodziewała się takiego obrotu spraw, ale nie dała po sobie tego poznać. Wiedziała, że była atrakcyjną kobietą, a małżeństwo w tak konserwatywnych rodzinach dawałoby mężowi nad nią pewno władzę, wydawało się jej więc, że młody narzeczony bardzo chętnie to wykorzysta. Tymczasem Ingvar chciał się... dogadać. Tym bardziej ją to zdziwiło, że chłopak zawsze wydawał się oddany swojej rodzinie, w taki aż przerażający sposób. Miała wrażenie, że kreował się na postać neutralną, a nawet w pewien sposób przezroczystą, niewyrazistą - nie miała pojęcia, co mu się podobało, co nie; właściwie nie wiedziała o nim nic, poza tym, że był takim synem, jakiego chciałby mieć każdy ojciec ucznia Durmstrangu i nigdy nie przyniósł swojej rodzinie wstydu.
Zresztą jak i ona. Perfekcyjna młoda dama, złotowłosa, piękna, wychowana i zdolna. Czystej krwi. Idealny materiał na żonę. Ale z jakiegoś powodu niewystarczający.
Mimo że Zoranie to wszystko brzmiało jak jakiś wyszukany podstęp uśmiechnęła się szerzej, a w uśmiechu tym było coś niebezpiecznego i niepokojącego.
- Zainteresowałeś mnie, masz moją uwagę - odparła filuternie, mrużąc po kociemu oczy. - Słucham.
Nie umknęło jej uwadze, w jaki sposób Haraldsen rozejrzał się wokół. Nawet zrobiła to samo, co natychmiast zasugerowało jej, że byli bardziej podobni, niż z początku jej się wydawało. Zastanawiała się tylko, jaki sekret skrywał Ingvar. Nie oglądało się tak w samotności, jeśli nie musiało się uważać na każdy swój krok. Podejrzewała, że musiało to być coś, co wzbudziłoby absolutny sprzeciw konserwatywnej rodziny Haraldsenów. Zastanawianie się jednak nad tym teraz, gdy miała tak mało informacji, było beznadziejne i płonne, odsunęła więc te myśli. Na później.
Czarownica zmieniła nieco swoją pozycję, rozluźniając się wyraźnie. Wydawało jej się, że to właśnie początek długoletniej współpracy. Tylko czy jego słowa miały potwierdzić jej przeczucia?


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Ingvar Haraldsen - 10-12-2019

To prawda, że mając za narzeczoną bardzo atrakcyjną dziewczynę, z dobrej i szanowanej rodziny, dobrze ułożoną, nad którą mogłoby się mieć władzę. Nie w przypadku Ingvara. Nie okazywał jakiegokolwiek zainteresowania jej osobą. Jest bo jest. Taką mu wybrali, niech więc będzie. O ile dziewczyna przystanie na jego warunki, to nie będzie miała z nim źle. Powiedział to wprost, kiedy odpowiedziała mu jak bardzo ten ślub jej się nie podoba. Rzucenie propozycji o "dogadaniu się", wzbudziło u niej zainteresowanie. Dobrze o niej świadczyło, na chwilę obecną.
Ingvar rozejrzał się bardziej w upewnieniu, że nie mają gapiów czy podsłuchujące osoby. Mimo tego, wszystkiego nie będzie chciał ryzykować. Spojrzał więc na Zoranę, nie okazując żadnych uczuć czy satysfakcji z tego wszystkiego. Traktował to wszystko zwyczajnie, jakby musiało tak być.
- Dobrze.
Zbliżył się do niej i szepnął do ucha.
- Porozmawiamy o tym w Instytucie. Nie chcę tu ryzykować w obawie że ktoś może nas podsłuchiwać... I obserwować.
Kątem oka dostrzegł, że ktoś z rodziny od jego strony przygląda się im zza okna od balkonu. W takim wypadku Ingvar objął ją w talii i pocałował w policzek.
- Nie jesteśmy sami.
Dodał szeptem, by jedynie ona słyszała. Widzieć tego też nikt nie mógł, dzięki jej długim włosom. Jednak Ingvar potrafił czujnie i ostrożnie podchodzić do wielu sytuacji.
- Wracajmy.
Dodał już normalnie, puszczając ją i biorąc jej dłoń, by przełożyć przez swoje ramię i odprowadzić ją do wnętrza swojej posiadłości. Gdzie wrócili później do gości, by dalej świętować do samego rana, gdzie następnie każdy wróci do siebie. Niebawem spotkają się znów w Instytucie. Będą mieli więcej czasu dla siebie. Ciekaw był, jak bardzo Zorana jest cierpliwa. Czy wytrzyma do tego czasu, aż się znów spotkają i wtedy powie jej o swojej propozycji?


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Zorana Ferenczy-Haraldsen - 10-28-2019

Zorana zesztywniała, czując na swoim uchu oddech narzeczonego. Będzie musiała się przyzwyczaić do męskiego dotyku, bo będzie musiała okazywać swojemu przyszłemu mężowi czułość na oczach wszystkich, toteż powinno to wyglądać więcej niż przekonująco - po prostu szczerze.
Zanim zdążyła pokiwać głową na słowa Ingvara, które niewątpliwie miały sens, usłyszała, że ktoś ich obserwował i została pocałowana w policzek. Zmusiła się do rozluźnienia swojego ciała i nieśmiałego, zakłopotanego uśmiechu, dokładnie takiego, jaki powinien wypłynąć na twarz młodej damy i narzeczonej. Nie zarumieniła się jednak (tego chyba nigdy nie będzie w stanie kontrolować), ale jej policzki i tak były czerwone od mrozu i były doskonałym dopełnieniem całej sytuacji.
Ferenczy posłusznie ujęła chłopaka pod ramię i podążyła wraz z nim z powrotem. Jej myśli krążyły wokół tajemniczej propozycji. Nie należała do osób specjalnie cierpliwych - oczywiście wiedziała, że czekanie niekiedy było konieczne, zwłaszcza w skomplikowanych intrygach i planach, ale miała obsesję na punkcie zdawania sobie sprawy z tego, na czym stała. Nie lubiła żyć w niepewności. Ostrożność wymagała, aby wiedziała wszystko o swojej sytuacji. Na czekanie mogła bezlitośnie skazywać innych, ale źle się czuła, będąc na cudzej łasce. Niemniej Ingvar miał rację i nie mogli rozmawiać na temat ślubu (w inny niż radosny sposób) podczas przyjęcia zaręczynowego, w towarzystwie rodziny, narazając się, że ktoś zobaczy ich w sugerującej cokolwiek innego niż szczęście sytuacji. Zajęła się więc niezobowiązującą rozmową, podczas spaceru do głównej sali z narzeczonym, a po dotarciu do niej z innymi gośćmi, choć nie potrafiła oderwać swoich myśli od roztrząsania tej całej niecodziennej konwersacji.


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Ingvar Haraldsen - 10-28-2019

Uroczystość dobiegała końca. Trwała prawie do samego rana, kiedy to pierwsi goście zaczynali wracać do swoich posiadłości. Tak i Ingvar należycie pożegnał się ze swoją narzeczoną. Następne ich spotkanie będzie miało miejsce w Instytucie Magii, gdzie być może znajdą czas i miejsce na dokończenie swojej rozmowy i zaspokojenia ciekawości Zorany. Tak, Ingvar jak chciał tak potrafił trzymać ludzi i innych w niepewności, sprawdzając ich cierpliwość i upierdliwość, czy będą go męczyć, czy wręcz przeciwnie.

Dwa miesiące później...

Instytut Magii i Czarodziejstwa w Durmstrangu. Dwa miesiące minęły od ogłoszenia w rodzinie zaręczyn Ingvara z Zoraną. Tym samym informacja o ich narzeczeństwie zdązyła się rozejść wśród ich znajomych w szkole. Były gratulacje a także współczucia. Wielu nawet było zaskoczonych i nawet nie wyobrażało sobie, chłodnego, zimnego i poważnego Ingvara jako dobrego męża. Nie wiadomo więc, jak potoczy się los Zorany, kiedy z nim będzie w związku. Inni z kolei zapewne mieli odwrotne spojrzenie na sytuację u Zorany, zapewne nie wyobrażając sobie ją u boku Ingvara. Los bywa przewrotny. Jk będzie, pokaże przyszłość.
Jednego z wieczorów, Ingvar ze swoim przyjacielem opuścili łazienkę, gdzie załatwili swoje "potrzeby". Torgeir Lang. Wysoki ciemnowłosy chłopak zawsze towarzyszył Haraldsenowi i był z nim blisko. Jak bardzo dobrzy kumple. Nikt jednak nie wiedział, jaka prawdziwa relacja ich łączyła. Torgeir i Ingvar mieli swój wspólny sekret. Umieli grać dobrych przyjaciół i nie okazywać niczego podejrzanego publicznie i to jeszcze w szkole, gdyż mogłoby to zaszkodzić relacjom między ich rodzinami, jak i samemu Ingvarowi, kiedy dowiedziano się, że została mu przeznaczona kobieta na żonę.
Obaj chłopcy szli korytarzem, odziani w szaty szkolne. Torgeir poprawił swoje okulary na nosie, z kolei Ingvar rękawy od szaty.


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Zorana Ferenczy-Haraldsen - 11-01-2019

Zorana miała w Instytucie kilka koleżanek. Nie zawsze w tym samym czasie oczywiście - to nie było tak, że chodziło jej jedynie o związki czysto fizyczne, ale oczywiście i tego typu relacje nawiązywała. Była w szoku, jak wiele młodych, chętnych dziewcząt mogła znaleźć w tak konserwatywnej szkole. Czasem tylko eksperymentowały, innym razem były w tej samej sytuacji co ona. Ferenczy preferowała ten drugi typ - mniejsza szansa, że wypaplają coś niepotrzebnego komuś postronnemu. Na typ pierwszy zwykle starała się mieć jakiegoś haka... Uczucia uczuciami, ale musiała mieć pewność, że w ich ferworze jej reputacja nie ucierpi, a prawda nie wyjdzie na jaw.
Od jej zaręczyn niewiele zmieniło się w życiu młodej czarownicy, tyle tylko, że znacznie więcej czasu musiała spędzać z Ingvarem, częściej się z nim pokazywać. Na przykład odprowadzał ją na zajęcia jak przykładny narzeczony, siadali naprzeciwko siebie przy posiłkach i tak dalej. Mimo to czuła, że prawie wcale się do niego nie zbliżyła i nie poznała go lepiej. Dobrze, że jego brat im często towarzyszył, którego znała i lubiła bardziej, czuła się więc znacznie bardziej komfortowo, niż gdyby musiała ze starszym Haraldsenem przebywać sam na sam.
Gdy na boisku Durmstrangu były rozgrywane mecze quidditcha, cała szkoła zbierała się, żeby kibicować faworytom. Cała szkoła pustoszała. Zora uwielbiała te momenty. Mogła wtedy spacerować z koleżanką po pustych korytarzach. Spacerować i nie tylko. Tak też było i teraz. Mogła pozwolić sobie na nieco większą swobodę, bo był ogromny nacisk ze strony Instytutu, aby brać udział w tego typu szkolnych wydarzeniach, meczach zwłaszcza. Ostatecznie sport i sprawność fizyczna były ogromnie istotne w Durmstrangu. Ferenczy jednak zawsze potrafiła się w jakiś sposób wykpić - tego dnia, na przykład, zaoferowała się, że pomoże córce nauczyciela eliksirów w transmutacji. Luna nie była zbyt chętna na naukę transmutacji, wolała zająć się czymś innym.
Mogły więc bez przeszkód schować się zza jednym z większych, kamiennych filarów i zająć naprawdę ważnymi rzeczami. Na przykład wzajemnym badaniem smaku swoich ust i uczeniem się kształtów swoich ciał. Zorana jedną dłoń trzymała na karku drugiej uczennicy, z palcami wplecionymi w jej długie, płomienne włosy, a drugą ułożoną miała na jej talii i przyciągała ją do siebie, całując namiętnie. Atmosfera robiła się naprawdę gorąca, gdy blondynka kątem oka dostrzegła wychodzących z korytarza obok chłopców.
Oczy Ingvara uchwyciły jej spojrzenie, ale jego towarzysz był zbyt zajęty poprawianiem czegoś, aby zwrócić na nie uwagę. Odepchnęła delikatnie, ale stanowczo koleżankę, która natychmiast pojąwszy, co się działo, pobiegła ciemnym korytarzem. Sama również mogłaby się ulotnić w ciemność, gdyby nie to, że wiedziała, że narzeczony ją rozpoznał. Gdyby ktokolwiek inny, ktokolwiek, kto nie znał jej tak dobrze, nie widywał jej tak często, wpadł na nich, zdążyłaby uciec, a intruz zapamiętałby tylko jej czarne jak noc, zmienione za sprawą zaklęcia, włosy.
Poprawiła więc jedynie swoją szatę i machnięciem różdżki wróciła do naturalnego blondu. Patrzyła twardo w oczy Haraldsena. Musiała się z nim zmierzyć. Zacisnęła wargi. Miał jej los w swoich rękach, mógł z nią zrobić wszystko. Poznał jej największą tajemnicę. Ale mimo to Zorana ze zdziwieniem zauważyła, że się nie bała. Miała dziwne przeczucie, że go to zupełnie nie obchodziło. Może to przez dziwne napięcie, jakie pojawiło się ze strony jego kolegi, gdy ją dostrzegł? Albo fakt, że dziwnym trafem obojgu udało się nie pójść na szkolny mecz? Nie wiedziała, ale była spokojna, choć powinna trząść się z niepewności.


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Ingvar Haraldsen - 11-01-2019

Quidditch. Akurat w tym terminie kiedy się odbywał, nie brał w nim udziału i poszukano zastępcy na jego miejsce. Powodem była odniesiona kontuzja po ostatnich zawodach, nasilająca się na treningach. Musiał przerwać. Nieprzychylnie działała mu także pełnia, która uświadamiała o zbliżającym się okresie jego pełnoletności. Niby nic się nie działo, ale to kwestia czasu, kiedy plecy zaczną go boleć niemiłosiernie. A nie raz widział ojca zmagającego się z tym bólem. Ta świadomość, że go czeka to samo, musiała psychicznie przygotować. Co to jednak dla chłodno nastawionego czarodzieja do niemal wszystkiego, który nawet lubował się w zadawaniu komuś cierpienia?
Wraz z kolegą, przemierzali korytarz, gdzie w danym momencie tylko Ingvar dostrzegł coś zaskakującego, lecz dla niego także normalnego. Widząc obściskującą się Zoranę z dziewczyną, nie zareagował jakoś specjalnie, ale dostrzegł jak szybko się z tej przyjemności wycofały. Torgeir zorientował się po czasie o sytuacji, widząc biegnącą wgłąb korytarza Lunę.
- Torgeir. Idź przodem i wróć na stadion sam. Dołączę później. Muszę coś załatwić.
Rzekł Ingvar w stronę "przyjaciela", gestem głowy wskazując mu za siebie na stojącą przy filarze Zoranę. Ten rozumiejąc gest, domyślił się iż to pewnie musi być sprawa rodowa do omówienia. Wiedział że ta dwójka została sobie przypisana przez pakt ich rodzin, więc nie ingerował, rozumiejąc sytuację.
- Dobrze.
Po tych słowach, chłopak ruszył dalej przed siebie. Kiedy zniknął Ingvarowi z oczu, odwrócił się i skierował swe kroki do Zorany. Po drodze masując sobie lewy bark. To właśnie w tym miejscu, odniósł kontuzję podczas meczu. A w Instytucie, zajmował pozycję pałkarza.
- Niefortunne miejsce wybrałaś na własne przyjemności. Nie przyszło Ci do głowy, że ktoś inny mógłby Was zobaczyć?
Zagadał do narzeczonej gdy w końcu byli sami, z opanowaniem i brakiem przejęcia tym, co widział. A nawet na rękę mu była taka sytuacja. Bo przecież miał coś na nią i mógł zrobić z tym co chciał. Jednakże, z jego wyrazu twarzy jak zwykle nie dało się  wyczytać, co może planować. Żadnych emocji nie prezentował w sobie.


RE: Z życia Haraldsenów [Ingvar i Zora] - Zorana Ferenczy-Haraldsen - 11-19-2019

Zorana była rozluźniona i na taką wyglądała. Nonszalancko oparła się o kolumnę, do której jeszcze przed chwilą przyciskała w gorącym uniesieniu koleżankę, a jej usta wykrzywiły się w delikatnie pobłażliwym, ale w jakiś sposób też nieodgadnionym, uśmieszku.
- Gdyby to był ktokolwiek inny, nie rozpoznałby mnie - dotknęła czubkiem różdżki włosów, które jeszcze przed chwilą dzięki zaklęciu były czarne jak smoła. - Zdążyłabym się ulotnić, zanim do kogokolwiek by dotarło, co faktycznie się działo.
No, może jeszcze jedynie Ansgar, który znał ją dobrze, mógłby się zorientować w sytuacji, ale wiedziała, że on akurat grał.
- Zresztą - co ty tutaj robisz? - zapytała zaraz, mrużąc podejrzliwie oczy. - Nie wspierasz brata na boisku?
Dziewczyna miała niejasne poczucie, że jej narzeczony również coś ukrywał, że był wyraźny powód, dla którego nie było go w tym momencie na trybunach, tylko szwendał się po opustoszałej szkole.
I cóż z tego, że właściwie była na jego łasce? Młoda czarownica miała nieodparte wrażenie, że Ingvarowi taki obrót spraw był na rękę i że dla niego ślub był jedynie beznamiętnym układem. Nic jeszcze nie potwierdziło tej teorii, ale jego chłodne zachowanie i rzekomy plan, który miałby pozwolić im jak najdłużej cieszyć się wolnością, choć niewątpliwie była doskonałą partią, zdecydowanie sugerowało, że coś było na rzeczy. Może w tym momencie przynajmniej dowie się, co?
- I co teraz? - zapytała, patrząc chłopakowi prosto w oczy. Nie zamierzała błagać o dyskrecję. Jeśli jeszcze nie zareagował wściekłością, była szansa, że czegoś od niej chciał w zamian za zachowanie jej sekretu. Oczywiście nie była zachwycona takim obrotem spraw, ale nie mogła już teraz zrobić nic innego, jak najprecyzyjniej spełnić ewentualne żądania. Nie należała do ludzi plujących sobie w brodę i roztrząsających błędy. Patrzyła naprzód i kalkulowała, jak poradzić sobie z przeszkodami przed nią.