Magic Lullaby
Piętro III, Salon - Wersja do druku

+- Magic Lullaby (http://magiclullaby.pisz.pl)
+-- Dział:
Wielka Brytania
(http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=12)
+--- Dział: Walia (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+---- Dział: Mieszkania i posiadłości (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+----- Dział: Latarnia morska na South Shack, Holy Island (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=96)
+----- Wątek: Piętro III, Salon (/showthread.php?tid=446)



Piętro III, Salon - Magic Lullaby - 06-20-2019

[Obrazek: fed1198995df31fea6cb5f9c51e87610.jpg]

III Piętro, Salon





RE: Piętro III, Salon - Hestia Jones - 06-20-2019

stąd

Była tak przyzwyczajona do zawirowań podczas teleportacji, że niemal nie poczuła tego przedziwnego drażniącego żołądek wiru, który zazwyczaj się podczas kilku pierwszych razy pojawiał. Teraz jedyne co było drażniące to fakt, że nagle, gdy tylko się przenieśli, nagle palce, policzki i uszy zaczęły delikatnie piec od zmiany temperatury. Mogli usłyszeć zdecydowanie cichsze uderzenia wiatru, delikatny trzask iskier ognia i w końcu stukot psich łap z każdą chwilą coraz głośniejszy i coraz bliższy. Otworzyła oczy. No i wszystko przebiegło idealnie. Poznała od razu ukochane zielone ściany, meble drugiej świetności, łagodny zapach palonego, brzozowego drewna zmieszany z palonymi ziołami oraz wosk. No i oczywiście lekki zapach tytoniu, który już nieco opadł po nieobecności pani tego domu. Tak, bo byli teraz na jej terenie.
Od razu rzucało się w oczy, że wnętrze zdecydowanie jest dostosowane pod wygodę jednej osoby. Fotel z folklorowym, zielonym wzorem został przysunięty do kominka, dosyć dużego, prawdopodobnie po to, by korzystać z niego podczas przenoszenia się siecią Fiuu. Za oknem zaś zaczynała już szaleć śnieżyca. Od razu widać było, że są wysoko ponad ziemią, ponieważ mgła opadła poniżej poziomu okna, tworząc wrażenie, jakby unosili się nad ciemnymi, nocnymi chmurami i jedynie czasami mogli aż poczuć uderzanie fal o pobliski klif. Bo trochę aż ziemia się od tego trzęsła.
Źródło stukania psich łapek w końcu się pojawiło. Czarny kundelek wbiegł po schodach do salonu i natychmiast podbiegł do Hestii, która ukucnęła i poczochrała swojego ukochanego pupila po króciutkim futerku. - No cześć, kolego, byłeś grzeczny? Ktooo był grzeczny. - Ton głosu miała nie o poznania. Był miły, niesamowicie czuły i naprawdę brzmiała jak osoba kochana i miła. Jakby ktoś ją podmienił. Ale Lord działał na nią bardzo dobrze, był właściwie panem tego domu! Bo od śmierci ojca była tutaj zupełnie sama. No, z Lordem.
Kiedy czułe przywitanie z pieskiem zakończyło się w końcu, zdjęła z ramion przemoczoną kurtkę i rozpuściła na dobre już przemoczone włosy. W końcu zwróciła uwagę na swojego towarzysza.
- Rozgość się czy coś. - mruknęła. - Chcesz się przebrać?


RE: Piętro III, Salon - Sirius Black - 06-21-2019

Choć stosunkowo często korzystał z teleportacji, która nie była dla niego niczym specjalnym, musiał przyznać, że niezbyt często robił to razem z kimś, trzymając go przy tym za rękę. Prawdę mówiąc, nie pamiętał już nawet, kiedy ostatnio praktykował coś podobnego, wahając się pomiędzy z mamusią, z instruktorem teleportacji a um, chyba nigdy. Być może wypierał podobne doświadczenia, ponieważ - bądźmy szczerzy - coś takiego niespecjalnie mu się podobało. Naprawdę lubił panować nad swoim własnym życiem. O ironio, bo przecież jednocześnie nie stronił od najdzikszych przygód. Mimo wszystko, preferował jednak wiedzieć, gdzie zamierza się pojawić, a w tym wypadku było to niemożliwe.
Cóż, przynajmniej Hestia nie postanowiła się na nim odegrać i posłać go w jakąś skarpę koło miejsca, które było... Jej domem? Tak przynajmniej wyglądało, gdy wreszcie rozejrzał się dookoła, rejestrując wzrokiem wszystkie drobne szczegóły, które nasuwały mu tę myśl. Otoczenie zdecydowanie nie wyglądało bowiem na wnętrze baru czy pubu, którego się spodziewał. Było na to zdecydowanie zbyt ciche - nawet wziąwszy pod uwagę świst wiatru na zewnątrz i stukot wydawany przez łapy jakiegoś zwierzęcia - i przytulne, wręcz przyjemniusie. Zdecydowanie zbyt miłe i domowe, jak na Hestię, której dom wyobrażał sobie... Cóż, zdecydowanie inaczej.
Był zdziwiony, choć nie niemożliwie zaskoczony, raczej nie dając tego po sobie poznać. No, przynajmniej z początku, ponieważ pojawienie się czarnego, przylepnego psa i sposób, w jaki zaczęła zachowywać się jego towarzyszka... Co najmniej zbiły go z tropu. Przecież nie pili jeszcze whisky ani nie palili papierosów, a ona już zachowywała się niczym całkowicie inna, zdrowo pijana, być może nawet otumaniona jakimiś środkami wersja siebie. Czyżby doznała wstrząsu mózgu, uderzając głową o tę zaspę śniegu? W końcu w żadnym wypadku nie zamierzał wziąć pod uwagę tego, iż mogła po prostu coś szczerze lubić i nie traktować tego jako punkt odniesienia do kolejnej porcji rywalizacji. To było naprawdę zadziwiające, ale nie zamierzał jej przerywać.
Przeciwnie, zamiast zwracać na siebie uwagę, rozsiadł się w najbliższym fotelu, zrzucając przy okazji kurtkę z pleców i zarzucając ją na górną część oparcia siedziska. Rozkraczył się także w typowy dla siebie sposób, unosząc przy tym brwi i... Czekając, po prostu czekając na koniec tej, jakże romantycznej, scenki powitania.
- Rozgościłem się. - Odchrząkując, wzruszył ramionami. Nie musiała mu tego mówić. - Czy coś. Myślę, że podziękuję za twoje sukienki, ale dzięki za troskę. - Zaznaczył z przekąsem, ponownie rozglądając się po pomieszczeniu, tym razem jednak jeszcze bardziej otwarcie. - A więc to jest twoje gniazdko?


RE: Piętro III, Salon - Hestia Jones - 06-21-2019

Wybór tego miejsca był dla niej niesamowicie prosty, wręcz instynktowny i wydawałoby się, że wcale nie taki głupi. Była przemoczona i zmarznięta, pójście do baru w takim stanie byłoby naprawdę nieprzyjemne. W dodatku jej dom nie był wcale daleko od stadionu Harpii - nie ryzykowała rozszczepieniem tak bardzo, jak mogłaby ryzykować próbując pojawić się gdzieś w rejonach bliższych Londynowi. A tutaj mieli kominek i jeśli tylko będą chcieli będą mogli podróżować całkiem bezpiecznie.
Na szczęście była osobą o dobrej odporności i takie spotkania z zimnym śniegiem nie powinny jej przeziębić, ale na wszelki wypadek przygotuje sobie pewnie jakieś ziółka. Piołun czy coś podobnego co jej poleci ktoś znajomy. Nie była aż tak dobra w zielarstwie, w szkole trochę ten temat olewała.
Właściwie to w przeciwieństwie do tego co myślał, właśnie takie wnętrza lubiła. Przytulaśne, ciepłe i miłe, zwłaszcza zimą, kiedy akurat nic nie odwalała, właśnie w taki miejscu się bunkrowała. Nadal była dziewczyną, co może przecież przyprawić o szok i niedowierzanie, prawda?
Kiedy wspomniał o sukienkach, Hestia uniosła brew w górę sugestywnie, patrząc na niego z widocznym wręcz załamaniem. Nie miała pojęcia skąd to wytrzasnął, bo przecież nigdy nie chodziła w sukienkach. Ewentualnie tylko na jakieś imprezy związane z Quidditchem, poza tym zawsze była za pan brat ze spodniami. Z resztą, Syriusz pamiętał ją lepiej i tak z czasów, kiedy była zdecydowanie bardziej chłopczycą niż teraz. W końcu do czternastego roku życia ciągle miała krótkie włosy!
- Jak chcesz, ale będziesz sprzątał jak uwalisz mi fotel. - mruknęła pod nosem. Gościnnie się zapowiadało, prawda? Ale żaden z niej puchon, więc nie musiała tego przestrzegać. - Ta, to mój dom. Ogólnie to opcje są dwie. - Zaczęła, po czym podeszła do jednej z szafek w meblościance i wyciągnęła z małego baryku butelkę ognitej whiskey. Wyglądała na dosyć elegancką, nie pierwsze lepsze siczki. Dostała ją kiedyś w prezencie od znajomej z drużyny, która wiedziała, że Jones lubi ten typ alkoholu. - Albo zostajemy tutaj i wtedy zajmiemy się tym. Albo standard, Dziurawy Kocioł.
Butelkę postawiła na stoliku i zawiesiła na chwilę spojrzenie na Blacku. On w jej domu, kto by się spodziewał, ale nie była tym typem człowieka, co by po prostu zwiał stamtąd, nie biorąc na klatę tego, że jakby nie patrzeć, przegrała. I coś za to obiecała. Nie miała zamiaru udawać, że to się nie stało... Chyba, że akurat Syriusz wspomni coś przy znajomych, wtedy na pewno się wyprze. - Zastanów się, a ja pójdę się przebrać.
Mokra dupa to naprawdę nic fajnego. Hestia opuściła chłopaka, zostawiając go zupełnie samego w małym salonie, w którym raczej nie mógł znaleźć nic ciekawego. Klasycznie jednak miała na szafce zdjęcie mężczyzny, uśmiechającego się łagodnie i smutniejącego chwilę później. Ciekawszym jednak o wiele przypadkiem był czarny kundelek. Pies zaczął kręcić się przy Blacku, najpierw obserwując mężczyznę z daleka, jednak po chwili podszedł bliżej, by nosem trącić jego spodnie i dokładnie obwąchać. Miał do czynienia z zupełnie nową osobą, więc sprawdzał teren. I po dokładnych oględzinach odsunął się o jakieś pół metra, spiął mocno wszystkie cztery nogi i zawarczał dosyć głośno, pokazując przy tym kły.
- Hej, Lord, zły pies. - Pies nie chciał odpuścić warczenia, póki Jones nie wróciła do salonu, już w suchych ubraniach i poczesanych włosach. Zmarzła niesamowicie, więc wcisnęła się w kilka rozmiarów za duży, czerwony sweter. Odsunęła psiaka za smycz nieco dalej, kiedy ten mimo skarcenia nie chciał sobie pójść i przestać warczeć. - Co jest? Zazwyczaj jest kochany dla obcych.


RE: Piętro III, Salon - Sirius Black - 06-21-2019

- Z takim domem, jestem stuprocentowo pewien, że znasz jakieś skuteczne chłoczyść czy coś w tym rodzaju. - Stwierdził w odpowiedzi, wzruszając przy tym ramionami w wyrazie kompletnego zbagatelizowania tej groźby. W porządku, być może nie naśmiewał się z niej wtedy, gdy wpadła głową w zaspę. Pozostał całkowicie poważny i nawet odrobinę zainteresowany jej stanem zdrowia, aczkolwiek nie zamierzał rozciągać tego na całą resztę ich spotkania. Ten swoisty immunitet, jakim objął ją przez tamten wypadek, właśnie błyskawicznie wygasł. A malownicza scenka z psem, którą obdarzyła go Hestia, w połączeniu z wyglądem pomieszczenia... To aż prosiło się, by jeszcze bardziej przerysować prezentowaną przez nią nową część wizerunku, robiąc z niej najprawdziwszą gospodynię - a może raczej kurę - domową. Doskonale wiedział, jak na to zareaguje. Miał ten obraz przed oczami i w żadnym wypadku go to nie powstrzymywało. Wręcz przeciwnie, możliwość zagrania Jones na nosie, gdy ta już nie tkwiła w niezręcznej pozycji, była naprawdę kusząca.
Mimo wszystko, jednak nie tak kusząca jak alkohol wyciągnięty przez dziewczynę. Elegancka, szklana butelka prezentowała się bowiem znacznie lepiej niż jakakolwiek flaszka widziana przez niego w Dziurawym Kotle czy innym niedrogim barze, w których to miejscach zwykł przebywać podczas weekendowych spotkań ze znajomymi. Ta ognista wyglądała naprawdę dobrze, jak coś, co faktycznie kupowało się gwiazdom Quidditcha, choć był pewien, że blask szkła przyćmiewał blask sławy jego właścicielki i... Cóż. A może po prostu miał ochotę na coś rozgrzewającego i nie zamierzał zbytnio wnikać, z czym się to wiązało. I może na tym powinien poprzestać, nim zapędzi się w swoich wewnętrznych porównaniach niczym najbardziej zapalony alkoholik. Najważniejsze, że zamierzał przystać na jej propozycję pozostania w tym miejscu, bowiem w Dziurawym zdecydowanie nie było tak elitarnie. Czy to pod względem alkoholu, czy to prywatności.
- W porządku. - Nie chcąc odpowiadać zbyt szybko, przytaknął jej skinieniem głowy, choć nie potrzebował tego całego czasu na zastanowienie, skoro już podjął decyzję. Zresztą... Gdyby chciał to robić, najpewniej niespecjalnie by mu się to udało z psem, który prawie skakał mu do gardła. W porównaniu do tego, co zwierzak zaprezentował przy spotkaniu z swoją właścicielką, jego zachowanie w stosunku do Blacka było kompletnie inne, ale... No, rozumiał gościa. Był terytorialny czy coś w tym rodzaju.
- Najwyraźniej całą swoją psią miłość przelał na ciebie i twoje ojojanie go. - Powiedział tak po prostu, kompletnie nie przejmując się zachowaniem zwierzęcia. Prawdę mówiąc, nie obszczekano go po raz pierwszy ani po raz ostatni, więc po co było przejmować się byle kundlem, gdy samemu także kilka razy było się na jego miejscu? Oj, tak. Z całkowicie czystym sercem, musiał przyznać, że tak, szczekał na ludzi i zwierzaki. Tak, robił to dla jaj. Tak, doskonale wiedział, że psy nie miały go przez to polubić. Nie, niespecjalnie go to obchodziło. - Albo po prostu nie jestem obcy, tylko swojski. - To mówiąc, wyszczerzył zęby w zdecydowanie zbyt szerokim uśmiechu. Mogła to sobie interpretować jak chciała...


RE: Piętro III, Salon - Hestia Jones - 06-24-2019

Domyśliła się co ma zamiar jej zainsynuować. I pomimo tego, że trochę pokazała mu więcej siebie, jakby nie patrzeć pokazując mu swoje najbardziej prywatne miejsce, to wiedziała, że nie schodzą z wojennej ścieżki. Mimo wszystko ta sytuacja była jednak nieco inna. Jako gospodarz tego domu musiała pokazać choć trochę uprzejmości, tak została wychowana. W jego słowach wyczuła jednak sporą dozę ironii. Przymknęła więc oczy z niezadowoleniem jedynie.
- Brzmi jakby Ci rączkę urwało od bycia paniczykiem do tego stopnia, że nawet po sobie posprzątać nie umiesz. - odgryzła się od razu. Wiedziała, że jeśli ją będzie drażniła łatka kury domowej, to jemu najbardziej przeszkadzać będzie, jeśli będzie przypominać jego przeszłość. Właściwie to ona zawsze rzucała na niego złe światło w oczach młodej Jones. Nie ukrywała, że wszyscy, którzy traktowali podejście do czystej krwi bardzo poważnie najczęściej ją denerwowali i twierdziła już dawno, że ktoś podmienił im mózg na kalafior albo inny brokuł. I choć by się nie przyznałaby się - gdy Black się od tego odciął, trochę zapunktował w oczach dziewczyny. Nie, żeby kiedykolwiek miał się o tym dowiedzieć, ona milczała jak grób. Ich relacja wydawała się zupełnie jak kamień - zawsze trwała, nieważne co się akurat działo. W dodatku Hestia wiedziała też jedno - dobrego przeciwnika nie chciała też stracić. Co było kompletnie niedorzeczne.
- Brzmisz jakbyś nigdy nie miał zwierząt. To było przywitanie. - powiedziała po czym złapała za smycz psiaka, żeby lekko za nią pociągnąć. Chciała tym tylko zwrócić jego uwagę. Następnie zagwizdała i lekko poklepała otwartą dłonią swoją nogę. Lord odwrócił się do niej na chwilę. W jego oczach widać było inteligencję - zupełnie jakby dokładnie wiedział co robi, bo ledwie zerknął na swoją właścicielkę i posłał jeszcze jedno krótkie, ostrzegawcze warknięcie w stronę ciemnowłosego, po czym poszedł za swoją panią, która podstępnie zamknęła go na korytarzu, gdzie już mógł sobie biegać po schodach. Na przykład do kuchni, jak chciał.
Zmarszczyła lekko brwi. O co mu chodziło z tym swojskim? - No raczej nie. - mruknęła. Nie miał na przykład okazji przeniknąć jej zapachem czy coś. Więc raczej nie był swojski. Lord się przy nim zachowywał strasznie dziwnie.
Machnęła różdżką, przez co otworzyła się szafka w regale i wyleciały z niej powolnie dwie szerokie szklanki na whiskey.W tym czasie zaś Hestia wzięła z kanapy jedną z poduszek i usiadła tylko przy kominku właśnie na niej. Nadal była zmarznięta, co było bardzo widać po stanie jej lekko czerwonych dłoni i zarumienionych policzków. - Weź też i siadaj... - powiedziała, przywołując go lekkim skinieniem głowy. Do szklanek nalała po połowie ledwie alkoholu i machnęła różdżką, by całość schłodzić.


RE: Piętro III, Salon - Sirius Black - 06-26-2019

Faktycznie. W całym tym swoim osądzie, Hestia miała niewątpliwą rację, doskonale wiedząc, co miało sprawić, że parsknie na nią z niezadowoleniem, machając przy tym ręką, jakby chciał powiedzieć coś w rodzaju a weź, pani, przestań. Jak na typowego hipokrytę przystało, niewątpliwie lubił dogryzać innym ludziom, ale wypominanie mu własnych błędów - tak, urodzenie się w tej rodzinie zdecydowanie było błędem i zasługiwało na złożenie reklamacji u wszechświata - nie bawiło go już tak bardzo. Ponownie zamachał więc na to dłonią, marszcząc przy tym nos i skupiając się na tym, by jakieś zwierzę mu go nie odgryzło. Jones najwyraźniej uwielbiała otaczać się istotami o podobnie skomplikowanym charakterku, co u niej samej. Ciągnął swój do swego czy coś w tym rodzaju.
- Moje zwierzęta były raczej chłodne, łuskowate i niezbyt aktywne, a już na pewno nie warczały na mój widok. - Odpowiedział tak po prostu, jednocześnie zezując w kierunku odciąganego zwierzęcia, które najwidoczniej nadal niespecjalnie pałało do niego sympatią. I vice versa, futrzaku, vice versa.
Prawda była taka, iż o jakiekolwiek zwierzę by nie chodziło, jego rodzina raczej niespecjalnie chętnie podchodziła do wizji posiadania go w domu. Owszem, przez te wszystkie lata, znalazły się tam jakieś godnie wyglądające węże traktowane przez jego ojca lepiej od niego samego. Skrzaty domowe też były zaliczane do tej kategorii, przynajmniej, jeśli chodziło o znaczną większość z nich, a bogina z sekretarzyka zapewne również dałoby się podciągnąć pod zwierzątko, ale prócz tego? Nie pamiętał żadnego, które zbyt długo uchowałoby się w tym domu wariatów. Większość była wyrzucana albo sama uciekała. Nie przywykł więc do bycia dumnym właścicielem czegokolwiek, co nie byłoby nieco wyliniałą sową albo molami latającymi po jego obecnym lokum. Okazjonalnie dokarmiał też pająki w kątach niedużego pokoiku, w którym mieszkał. Z pewnością nie opiekował się jednak psami. Zresztą... Patrząc na takiego psa Hestii, ta rywalizacja mogłaby się skończyć w naprawdę zły sposób.
- Dzięki. - Odmruknął tylko na jej pełną wahania odpowiedź, wywracając przy tym oczami. Dobrze było potwierdzić, co o nim sądziła i za jakiego obcego gnojka go miała. Jeszcze zrobiłoby mu się tutaj za przytulnie czy coś w tym rodzaju. O zgrozo, o Merlinie. Nieważne jednak, jak się czuł. Ważne, jak dobra była gościna, którą mu oferowała, a ciepło bijące od kominka, miękkie siedzisko i dobry alkohol w pełni rekompensowały wszelkie inne niedogodności, nawet te związane z jej kiepskawym odgrywaniem roli gospodyni. Kiedy więc zaprosiła go obok siebie, bez słowa przysiadł się obok, wyciągając przy tym nogi w kierunku ognia i wychylając się nieco po schłodzoną szklaneczkę.
- To co, tak właściwie, aż tak bardzo zwaliło cię z nóg? - Zagadał, upijając nieco zawartości szklanki. Chyba już mógł powrócić do tego tematu, nie? Zwłaszcza że naprawdę mocno go to ciekawiło.


RE: Piętro III, Salon - Hestia Jones - 06-26-2019

Sprawiało jej to niesamowitą przyjemność, patrzeć jak marszczy ten swój arystokratyczny nochal na samo wspomnienie z czym wiązało się jego nazwisko. W tym momencie Hestia była na o wiele lepszej pozycji, nazwisko Jones było dosyć głośne w magicznym świecie z racji tego czym się zajmował jej ojciec zanim zszedł z tego padołu. Dosyć kontrowersyjnie mieszali się w politykę i ona była z tego dumna. Jej tata zrobił świetną robotę, niestety w tym świecie ci, którzy zajmują się dosyć kontrowersyjnymi tematami szybko schodzą z tego padołu. I to pewnie za sprawą takich, jak rodzinka Blacka. Tutaj jednak nie wypominała tego nikomu. To byłoby już zdecydowanie poniżej pasa nawet jak na nią i to jak bardzo uwielbiała swojego towarzysza.
- Złote rybki? - spytała, bo to jej pierwsze w sumie przyszło do głowy, kiedy usłyszała ten opis. Skąd miała wiedziec, że mogło chodzić w ogóle o węże! - Lord jest zazwyczaj bardzo grzeczny. - zaczęła wyjaśniać, choć gdy usiadła obok niego zastanowiła się nad tym dłużej. - No dobra, zazwyczaj trochę źle reaguje na... brzydszą płeć. - To akurat była kwestia feromonów prawdopodobnie, skoro on był samcem, to nie ciągnęło go do samców. A wręcz zaznaczał swoje terytorium.
Hestia nie miała zamiaru pokazywać, że zależało jej na jego dobrym samopoczuciu. W ogóle tak nie było. To miejsce wybrała, ponieważ było najwygodniejsze dla niej i tyle. Mimo to zerkała na niego przenikliwie. Dziwiło ją to, że pomimo ich rywalizacji i wzajemnej niechęci jakoś... Teraz było w miarę okej. Z całymi tymi docinkami, ale w miarę okej. Czasami trzeba trochę zwolnić, nie?
- Z miotłą? Straciłam kontrolę. Bardzo szarpała i w pewnym momencie mi się wyrwała i poleciała w górę. Nawet nie wiem co się z nią stało. - Upiła pierwszy łyk chłodnego alkoholu i skrzywiła się przy tym od razu. Oj była mocna i bardzo korzenna...


!rzut k100 na upicie się. Kto mniej wyrzuci tej mniej upity!


RE: Piętro III, Salon - Magic Lullaby - 06-26-2019

Rzucam kością k100.
[roll=1-100]


RE: Piętro III, Salon - Sirius Black - 06-28-2019

Słysząc jej wypowiedź, uniósł brwi w wyrazie szczerego niedowierzania. Czy on lub ktokolwiek z jego rodziny mógł naprawdę wyglądać jak fan złotych rybek i innych, równie nieprzydatnych, mało szlachetnych istot? Sam Black parsknął na to cichym śmiechem, ale jego rodzina... Jego rodzina zapewne by ją teraz wydziedziczyła, nawet jeśli Jones nie należała do tego skromnego grona. I tak by ją z niego wykluczyli. Bez dwóch zdań.
Oczywiście, jeśli chodziło o Łapę, lubił pooglądać je sobie w magicznym sklepie zoologicznym. Uważał, że są ciekawymi stworzeniami - głównie ze względu na swoje głupie ryjki - ale nie sądził, by sprawiał wrażenie kogoś, kto chętnie zaadoptowałby jedną z nich, nazywając ją Alfred lub Zenon, kupując jej coraz większe i bardziej burżuazyjnie wyposażone kule oraz wymieniając się ploteczkami z innymi zapalonymi akwarystami. Wywracając oczami, postanowił zatem wyjaśnić, o co mu chodziło:
- Węże. - Paskudne, aczkolwiek z pewnością dobrze wyglądające. Majestatycznie, powoli sunące po marmurowych płytkach, na które wypuszczała je jego matka. Traktowane lepiej niż same dzieci Blacków, karmione żywymi, wyrywającymi się zwierzętami... Do tej pory pamiętał pisk myszy uświadamiających sobie bliskość kresu życia, a następnie połykanych przez drapieżnika. Wiedział także, jak wyglądało charakterystyczne wybrzuszenie, w którym znajdowała się trawiona ofiara... I szczerze nie przepadał za tymi wspomnieniami.
Nie bał się, ale w pewnym sensie niezmiernie go to obrzydzało. Dokładnie tak jak wszystko, co było związane z tym chorym domem. Nie zamierzał jednak przyznawać się do tego. Ani Hestii, ani komukolwiek innego. Monolog dotyczący psa okazał się być zatem swego rodzaju wybawieniem... Co też postanowił pozostawić dla siebie. W tym momencie był w stanie przełknąć - co za niezręczny dobór słów - wypomnienie mu bycia brzydszą płcią, choć normalnie zapewne skwitowałby to w jakiś niezmiernie ambitny sposób. Teraz po prostu machnął ręką, nie wdając się w specjalne dyskusje i chwilę później postanawiając robić to, co wychodziło mu równie dobrze - pić.
Naprawdę nie żałował, że tu zostali, bo alkohol, który wyciągnęła Jones, z pewnością należał do tej półki, której nawet nie mieli w Dziurawym Kotle. To było coś drogiego, ekskluzywnego i naprawdę cholernie dobrego, choć zarazem mocnego niczym rosyjska wódka. W przeciwieństwie do swojej towarzyszki, nie krzywił się jednak, solidnie pociągając ze szklanki i dopiero wtedy odpowiadając na jej słowa.
- Myślisz, że to był przypadek? - Nie był fanem teorii spiskowych, ale... No, może jednak odrobinę był. Z pewnością wprowadzały coś ciekawego w jego życie. - No, wiesz. Chwilę później ktoś inny pojawił się na stadionie, co było dziwne, jak na tę porę. - Dokończył myśl, znowu upijając whisky.

!rzut k100


RE: Piętro III, Salon - Magic Lullaby - 06-28-2019

Rzucam kością k100.
[roll=1-100]


RE: Piętro III, Salon - Hestia Jones - 08-25-2019

Dostrzegła śmiech w jego oczach i choć może wyśmiewał właśnie jej głupi komentarz to w sumie dobrze było zobaczyć te iskry, bo zazwyczaj na wspomnienie o rodzinie marszczył usta, nos, cały się marszczył i jeżył jak panienka, której się powiedziało, że przytyła i wygląda jak młoda orka wyrzucona na brzeg. Po prostu fajnie jest zobaczyć, że czasami i on nabiera dystansu do swojej zdecydowanie ciekawej sytuacji. Słyszała kiedys, że był takim pierwszym, od urodzenia innym niż cała reszta rodziny. Nie potrafiła jednak nawet powiedzieć jak niewyobrażalna musiała to być samotność. Bo może nigdy nie powiedzą, nigdy się nie przyznają a ich duma waży tyle, że jest jak kula, którą ciągną u nogi, ale nadal byli młodzi, szukający akceptacji. Błądzący w ciemności, szukający siebie. Hestia wzruszyła ramionami jakoś tak trochę obojętnie i wypiła znowu trochę whiskey ze szklanki, tak jakoś dziwnie, zupełnie jakby miało to wyglądać w pewien sposób elegancko.
- Złote rybki brzmiały o wiele bardziej cool. - Uśmiechnęła się pod nosem z rozbawieniem, wiedząc doskonale, że nie ma kompletnie nic cool w złotych rybkach no chyba, że nazwie się taką Zenon albo Alfred. Wyczuła też delikatną intencję sugerującą, że to wcale go nie radowało. I właściwie nie dziwiła się. Węże to nie psy. - Zaskakujące, zwłaszcza, że w herbie są, zdaje się, kruki, prawda? Na pewno bliżej im do gwiazd niż wężom. - Ups, no trochę wiedziała, pewnie więcej niż mu się wydawało, ale nawet gdyby spytał dostałby jedną odpowiedź - łagodny uśmieszek na twarzy ciemnowłosej dziewczyny o przenikających go jasnych oczach.
- Myślisz? - spytała tylko cicho. Nie była jakaś specjalnie przewrażliwiona na punkcie teorii spiskowych. - Mamy dozorcę, może się obudził czy coś... - Wzruszyła lekko ramionami. Pan Hitchens był fajnym człowiekiem, ale no na pewno by powiedział trenerce o tym co się stało. A ona tylko chciała mieć z tego trochę zabawy i satysfakcji. - Dzięki za nieporzucenie mnie w śniegu czy coś. - To były takie naturalne słowa, zupełnie spokojne. Popijanie szło szybko pomimo tego, że gorzki smak miała whisky, ale słowa zaczynały mieć coraz mniej gorzki smak. Najpierw zaczęło się od żartów zupełnie ciętych, później coraz mniej, a ostatecznie przeszło na wspominanie starych czasów. Na śmiech z nakładania zaklęcia powielającego na podręcznik Snape'a, pierwsze wskakiwanie do wody w kwietniu, to jak żaba wskoczyła jej na włosy, kiedy Peter zmienił w nią jakąś Puchonkę oraz jak przez przypadek odbiła zaklęcie w samopiszące pióro Lily i przez to dostało ono ust i zaczęło głośno przeklinać. - Ej, eeeej. - Zatrzymała tę karuzelę śmiechu i podsunęła mu otwartą już drugą butelkę trochę tańszego alkoholu. - Aaaaa, ja wiem, że nie wypijesz całej na raz. - Spojrzała na Blacka wyzywająco.


RE: Piętro III, Salon - Sirius Black - 08-26-2019

Najwyraźniej mieli całkowicie inną definicję słowa cool, ponieważ złote rybki kojarzyły mu się wyłącznie z pokracznymi, trochę ułomnie wyglądającymi stworzeniami. Co prawda, mającymi bardzo wyraźnie widoczny mózg - czy co to tam było; nie był i nie zamierzał zostawać specjalistą od zoologii - ale przy tym jeszcze lepiej dostrzegalne oczy, w których zdecydowanie nie kryła się inteligencja. Nie były zatem ani ładne, ani mądre... Co w pewnym sensie nasuwało mu na myśl większość jego rodziny. Jakby nie patrzeć, może miała odrobinę racji? Wytrzeszczone, rybie gały zdecydowanie pasowały mu do wspomnienia o tym, jak wyglądał jego młodszy brat, gdy byli jeszcze dziećmi. Mimo to, ani myślał przyznać Hestii rację.
- Jak dla kogo, to dla kogo. - Odparł, obdarzając ją prawie bezgłośnym, przesadnie wyniosłym parsknięciem. - Kto by ich tam zrozumiał. Hodują węże, w godle mają ptaki, a w duchu to większe harpie od połowy twojej drużyny. Choć gdyby przyszło im zmierzyć się dzisiaj ze zdziczałą miotłą, zapewne nie spadliby na ziemię, tylko zawiśli w powietrzu... Zupełnie jak cholerni dementorzy. - Prawdę mówiąc, mimo dosyć ostrego komentarza, był zdecydowanie zbyt trzeźwy, by rozmawiać o podobnych rzeczach. Wpierw musiał wypić chociaż trochę tego dobroczynnego, złudnie rozgrzewającego alkoholu. Całe szczęście tego było mu pod dostatkiem. Zupełnie jak obelg przeznaczonych dla rodziny.
- I postanowił wystrzelić kilka ostrzegawczych zaklęć prosto w twoją miotłę? - Powątpiewająco marszcząc jeden z kącików ust i mrużąc przy tym oko, posłał Hestii dosyć mało przekonane spojrzenie. Owszem, teoretycznie brzmiało to jak jakieś wyjaśnienie, ale równie dobrze mogliby założyć, że zderzyła się z testralem albo czarodziejem w pelerynie-niewidce. - Do usług... Czy coś. - Prawdę mówiąc, nie spodziewał się podobnych słów, toteż nie do końca wiedział, jak powinien na nie zareagować, prawie natychmiast po prostu kierując temat na całkowicie inne tory. Jeszcze zrobiłoby się - nie daj, Merlinie! - zbyt uroczo.
Zdecydowanie wolał ten bardziej żartobliwy, naturalny przebieg coraz bardziej pijackiej rozmowy, która przez krótki czas zdążyła przejść już przez tyle tematów, że Black całkowicie stracił rachubę. W jednej chwili opowiadał coś naprawdę inspirującego, by w kolejnej przejść do bardziej bełkotliwej opowieści, w następnej sekundzie ponownie powracając do pierwszej części gadki i totalnie nie przejmując się jakąkolwiek utratą głównych wątków. A gdy tylko padło przekonujące wyzwanie, odruchowo uniósł brwi, wyginając przy tym usta w dosyć cwaniackim uśmieszku.
- To o co się zakładamy? - Oczywiście, że miał to zrobić. Nie musiała go nawet specjalnie przekonywać.


RE: Piętro III, Salon - Hestia Jones - 08-26-2019

Skomentowała jego słowa głośnym westchnięciem i lekkim uderzeniem palcami w ramię. - Żartowałam przecież, raaaany. - Pokręciła lekko głową. Możesz wyjść z bycia paniczykiem, ale bycie paniczykiem nigdy nie wyjdzie z ciebie, co? Złote rybki może miały i pokraczne spojrzenie, ale przynajmniej potrafiły być urocze, a czasami nawet spełniały życzenia. Chociaż ojciec opowiadał jej wersję tej bajki ze złotoogoniastym trytonem zamiast rybki. Niestety Hestia nigdy nie miała okazji zobaczyć trytona, a szkoda, podobno byli obłędnymi przystojniakami.
Ponowne wzruszenie ramionami, upicie drinka, przewrócenie oczami. No jego sytuacja nie należała go najłatwiejszych i najciekawszych. Zerknęła w dół. Miał w sobie tyle jadu do tych ludzi. Czy naprawdę arystokracja zachowywała się jak taka banda palantów? - Musiało być fajnie na rodzinnym, niedzielnym obiadku. - Zauważyła jedno - dystansował się. Nigdy nie powiedział, że jest jednym z nich. Hestia z kolei była dumna z bycia Jonesem, bycia córką swojego ojca, naprawdę zajebistego człowieka. - A, o coś takiego Ci chodziło. - Zastanowiła się przez chwilę. No i może nigdy by się nie przyznała, ale szczerze mówiąc nigdy nie była najlepsza w analizowaniu jakichś działań. Chociaż czy naprawdę był ktoś kto chciałby jej spontanicznego upadku z miotły? W sumie mnóstwo ludzi, ale najbardziej podejrzany był o dziwo Black. Tylko czy wtedy próbowałby jej pomóc? No... Bez sensu? - Znam jednego takiego co by na pewno chciał, żebym spadła z tej miotły i na pewno tam był. - Znad szklanki na niego spojrzała z uniesioną lekko brwią. Zaśmiała się po chwili. Tym razem nawet ona go nie oskarżała, o dziwo! Była jednak honorowym stworzeniem i podziękowanie się należało, nie? To nijak nie robiło atmosfery podejrzanie uroczej, w życiu. Hestia i urok? Gdzie tam, co najwyżej jakaś Drętwota. Chociaż z nią to raczej Bombarda Maxima.
- Jak przegrasz to powiesz przy wszystkich, że jestem od Ciebie lepsza. We WSZYSTKIM. - Uśmiechnęła się pijacko i dumnie. - A jak będzie kiedy ty wygrasz to nawet nieważne, bo przegrasz. Albo sobie tam coś zażyczysz. - Pewna była, że całej butelki jakiejś taniej irlandzkiej łychy nie obali na raz, no nie było mowy, nawet jej pijacki umysł to ogarniał.


RE: Piętro III, Salon - Sirius Black - 09-10-2019

Oczywiście, że wiedział, że robiła sobie z niego jaja. Co lepsze, on także je sobie robił... Z niej, jeśli należało być dokładniejszym. Naprawdę lubił z nią zadzierać i tym razem również liczył na jakąś głębszą odpowiedź. Na bronienie godności złotych rybek lub coś w tym rodzaju. Najważniejsze, by było stanowcze, humorzaste, zaczepne i... I po prostu, cóż, hestiowe. Tym razem najwyraźniej nieco przecenił jednak swoje siły, nie wywołując u niej nic więcej, prócz tego politowanego wywrócenia oczami i pokręcenia głową, jakby naprawdę było jej go szkoda. Sam skwitował to zresztą kolejnym parsknięciem, wkraczając przy tym na ten znacznie bardziej grząski grunt.
Być może Hestia miała naprawdę normalną rodzinę. Być może czuła się dobrze w towarzystwie najbliższych i... Cholera, naprawdę cieszył się z tego powodu. Nie żałował jej przecież, że mogła spędzić tyle czasu z ojcem, który musiał być prawdziwie złotym człowiekiem, skoro wychował taką córkę. Co jak co, nawet jeśli większość czasu spędzali na przekomarzaniu się, wciąż lubił Jones i uważał, że była równą babką. Nigdy nie przyznałby tego na głos - co to, to nie - ale szczerze tak myślał. W przeciwieństwie do tych wszystkich ocen, jakie wystawił własnej rodzinie. Miał okropnego ojca i jeszcze paskudniejszą matkę. Nawet brat, którego z początku uważał za najlepszego członka rodu Blacków, z czasem zwyczajnie się stoczył i został pełnoprawną szują.
Mówienie o tym gronie nie było tematem, do którego należało zachowywać jakąkolwiek trzeźwość. Wręcz przeciwnie, prawdopodobnie nie mógł być dostatecznie pijany, by na luzie prowadzić podobne rozmowy, więc zazwyczaj po prostu się od nich dystansował. Nawet jeśli nie należał do grona tych milczących myślicieli, w takich momentach dosyć często wycofywał się z rozmowy. Tym razem również skwitował to wyłącznie wzruszeniem ramionami i wiele mówiącym mhm, po którym nie nastąpiło - prawdopodobnie całkiem oczekiwane - rozwinięcie tematu. Wręcz przeciwnie, całkowicie z niego zszedł, momentalnie stając się przy tym jakby... Weselszy?
- Nie muszę uciekać się do takich zabiegów. Po prostu jestem od ciebie lepszy. - Stwierdził, susząc przy tym zęby i unosząc brwi. Tak, minę nadmiernie pewnego siebie dupka miał przepracowaną znacznie bardziej niż własne traumy z dzieciństwa. W przeciwieństwie do nich, nią rzucał po prostu na zawołanie, nie wahając się ani chwili. - To się nazywa naturalny talent do wygrywania i nie potrzeba do tego żadnych zaklęć. - Dopowiedział... Zupełnie tak, jakby kompletnie nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo z nią teraz zadzierał. Tym bardziej nie mógł zatem odmówić sobie tego małego wyzwania. Skoro wygrał z nią już raz, równie dobrze, mógł zrobić to także drugi.
- Żebyś się tylko nie przeliczyła z tym, co sobie zażyczę. - Rzucił, bezczelnie się przy tym uśmiechając, po czym zasalutował jej przelotnie, rzucając ochocze: - No, to do dna! - I zwyczajnie przykładając butelkę do ust. Nie było łatwo, ale... Cholera, ani myślał się poddawać.


RE: Piętro III, Salon - Hestia Jones - 09-11-2019

Szczerze mówiąc zawsze sądziła, że jego zupełnie to nie obchodzi czy Hestia akurat przewraca oczami czy ma go gdzieś czy może odpowiada na zaczepkę, nie mogąc powstrzymać swojego głupiego, konfrontującego charakteru. Czasami nawet przychodziły do niej resztki rozsądku i zastanawiała się po jaką cholerę w ogóle zaczyna, ale później cały świat przypominał sobie, że przecież halo, to jest Hestia Jones i przecież nie ma w niej ani trochę zdrowego rozsądku. I chociaż ich relacja to jakaś totalna komedia, która czasami doprowadzała ich znajomych do załamywania rąk nad nimi, kiedy nie potrafili wymienić jednego zdania bez wyzywania się na jakieś głupie zakłady, to właśnie w takich momentach jak ten zaczynała rozumieć, że w sumie to jak się wobec siebie zachowają to nie jest tak do końca wszystko jedno. Wyobraźmy sobie scenariusz, w którym chłopak zamiast przewidywalnie biec, kiedy tylko usłyszy jej głupią zaczepkę, zaczyna ją ignorować. Chyba by ją szlag jasny trafił i w życiu nie odpuściłaby sobie momentu, w którym wszystko by wróciło do normy.
Pewnie byłoby jej naprawdę fajnie, gdyby usłyszała tę wstawkę o jej ojcu, bo tak w sumie poza jej kuzynkami, czasami doprowadzającymi ją do szału, a czasami do chwil szczerego wzruszenia, nie miała już żadnej bliskiej rodziny. Wiedziała, że starają się dla niej, że jest naprawdę ważna dla wszystkich panienek Meadowes, jednak nic nie zastąpi jej tego człowieka, który podarował jej pierwszą miotłę. I tym samym - pierwszą pasję. - Tata mi kiedyś opowiadał historię o złotej rybce, co była złotoogoniastym trytonem. Chciałabym spotkać kiedyś złotoogoniastego trytona. - Ta, przyszedł czas na takie rozkminy. Trochę się odpaliła, ale czuła się naprawdę dobrze.
Nie sądziła, że wpłynie tak na jego humor. Tu jeden przewrót oczami, tu wspomnienie o rodzinie i wyglądał jak zbity pies (haha). Alkohol uwalniał z ludzi emocje, był jak jakiś zupełnie przerwany sznurek do hamulców. Atmosfera zmieniała się co chwila, a kiedy ten cyniczny uśmiech wstąpił na jego usta, aż prychnęła. - Ha, ale wiesz, że wyszłoby dokładnie tak samo jakbym po prostu wlała w Ciebie veritaserum? Bo zmuszam Cię do mówienia prawdy! - Specjalnie podkreśliła końcówkę.
W sumie nie wiedział w co się teraz pakował. Albo wiedział tylko był na tyle głupi, żeby kompletnie to ignorować. Ona też pewnie była totalnie głupia, patrząc na to, że pewnie będzie musiała zbierać go z podłogi, bo po takiej dawce na raz... No normalnie cztery promile krwi w alkoholu. I trochę w sumie szczena jej opadała, bo zawartość butelki znikała i znikała aż w końcu znikła, jak jakąś magią potraktowana. Siedziała więc tak na poduszce i patrzyła na niego. Ale bez podziwu, raczej z przerażeniem. - Chyba masz dzisiaj za dobry dzień. - powiedziała w końcu. Jeszcze tylko chwila i go jebnie, masakra. - Ejejejej, w ogóle słyszałeś o gramofonach? - Spytała, bo w sumie pewna nie była. Jednak urodził się jako magiczny paniczyk, kto tam go widział czy się zagłębiał w tę niemagiczną kulturę albo czy w ogóle tam dotarł. Hestia najpierw przeturlała się po podłodze, później wstała na klęczki, a dopiero później na nogi, choć nie do końca równe i otworzyła szafkę, w której stał ten gramofon. Strasznie chciała pokazać muzykę. Coś rock'n'rollowego. Tylko skórzanej, czarnej kurtki brakowało. Puściła muzykę z pierwszego lepszego winyla, który był pod ręką.
Zauważyła jedno. Znali się już tyle czasu, że pomimo dystansu, pomimo braku szczerych rozmów (w które chyba oboje nie byli najlepsi), jakichś wyniosłych zwierzeń czy po prostu jakiejś emocjonalnej więzi, swoboda jaką dziewczyna czuła w tym towarzystwie była właściwie nie do opisania. Dlatego pewnie niespecjalnie broniła się przed tym, żeby zaprezentować jakieś pół minuty swoich pokracznych wygibasów do jednej z ukochanych piosenek (bo Hestia nie umie tańczyć, nigdy nie umiała, pomimo jakiegoś minimalnego wyczucia rytmu). Zwłaszcza idealnie się to prezentowało, kiedy niegłośno, bo głosu też do śpiewania nie miała, ale zupełnie pochłonięta rytmem muzyki wydała z siebie razem z wokalem nagranym na płytę: - Well, I'm so above you~ and it's plainnnn to seeeee, but I caaaaame to love you anywayyy-yyy. - Nie zdążył się nawet rozpocząć refren, a coraz mocniej pijana dziewczyna upadła na kolana, nie mogąc nawet utrzymać się na nogach i skomentowała to kompletnym śmiechem.

| na potrzeby wątku ta piosenka staje się piosenką z lat 60-tych... Bo może. I pasuje.


RE: Piętro III, Salon - Sirius Black - 09-13-2019

- Chciałabyś. - Parsknął, unosząc przy tym wzrok w kierunku nieba. Prawdy? Jeszcze czego! Namawiała go do łgarstwa, ot co! Czystego, totalnego łgarstwa, ale nie zamierzał dyskutować z nią o tym w tej chwili. O nie, teraz chciał udowodnić jej swój wrodzony talent do pochłaniania alkoholu. I choć zazwyczaj nie robił tego na raz, zdecydowanie nie racząc się takimi ilościami w tak krótkim czasie, nie zamierzał skapitulować. Przeciwnie, z błyskiem w oku, po prostu doił butlę niczym wodę, choć... Nie było łatwo, totalnie nie było.
- O gumochłonach? Oczywiście, że słyszałem o gumochłonach. Za jakiego mugola ty mnie masz? - Parsknął, marszcząc przy tym brwi i obdarzając ją bardzo wymownym spojrzeniem. Co gorsza, zanim się obejrzał, Hestia zaczęła trochę dwoić mu się przed oczami, przez co musiał dosyć mocno zmrużyć oczy, by wyłapać, co ona właściwie wyrabiała. Była... Stanowczo zbyt szybka. W jednej chwili znajdowała się tuż obok niego, by w kolejnej teleportować się w całkowicie inne miejsce. No, teleportować tak po mugolsku. Po prostu była, potem była trochę mniej, potem gdzieś była, a potem wreszcie dostrzegł ją w miejscu, w którym zdecydowanie nie spodziewał się jej zobaczyć. A potem zaczęła poruszać się jeszcze szybciej, co wyłącznie poddało w zastanowienie to, czy nie miała jednak ze dwóch sióstr bliźniaczek, bo żaden - żaden - czarodziej nie mógł aż tak bardzo się rozszczepiać, pozostając przy tym w jednym kawałku.
Nie zastanawiając się zbyt długo, Black po prostu przewrócił się do tyłu, kładąc się na plecach na dywanie i znowu mrużąc oczy. Oczywiście, że był trzeźwy jak ryba, bo... Ryby nie mogły być pijane, nie? Nim dobrze o tym pomyślał, postanowił podzielić się tym spostrzeżeniem z Hestią. Być może dla własnej satysfakcji, być może również trochę po to, by wreszcie przestała aż tak szybko wirować, co... Co też chyba zrobiła, bo nagle znowu znalazła się na ziemi. Tym razem na kolanach, ale wciąż dosyć blisko niego. Na tyle, że zwrócił się do niej, wpierw wydając z siebie czknięcie.
- Myślisz, że te złotoogoniaste trytony mogą się nawalić? Ale to tak totalnie nabzdryngolić? Skoro pływają w tej... No... Tej całej wodzie, której jest dużo, to chyba nie mogą, nie? Bo by zbankrutowały, zanim wypełniłyby jezioro smoczą wódką. Poza tym, nie mogłyby wtedy oddychać, nie? Bo wciągałyby wódę skrzelami, nie? - Marszcząc nos i drapiąc się przez chwilę po brodzie, podsumował z zadziwiającą prostotą. - Te to mają chujowe życie.


RE: Piętro III, Salon - Hestia Jones - 09-24-2019

- Ja to wiem, Black. To sama prawda. - Mogli się tak przekomarzeć w sumie w nieskończoność. Ale w sumie to teraz ją przeraził tym co zrobił i pewnie gdyby była choć nieco bardziej trzeźwa to poleciałaby po jakąś miskę. Skąd miała wiedzieć, że jej tutaj nie spawiuje na dywan? Wprawdzie chłoszczyść załatwi sprawę, ale no jednak nieprzyjemne to nieprzyjemne. Zwłaszcza, że chyba była tez za mało trzeźwa na machanie różdżką. Jeszcze jej się język poplącze i zamieni sobie dywan w jakiegoś potwora pożerającego ludzi i drobne knuty.
- G r a m o f o n a c h! Głuchy jesteś? - Prychnęła pogardliwie. Muzyka sobie nadal grała w urządzeniu, gdy Hestia siedziała już na podłodze i słuchała jego pijackiego wywodu, bujając się lekko w rytm muzyki. Bo w sumie miała dużo mniejszą fazę od niego, ale jednak fazę. W tym momencie tylko jedno jeszcze jej się marzyło. Co oczywiście szybko wykonała - ze swojej kieszeni wyciągnęła paczkę mugolskich papierosów i jednego z nich zapaliła od benzynowej zapalniczki, którą dostała kiedyś od znajomej. Oparła się jedną ręką o dywan, zerkając w górę w zamyśleniu, co chwila tylko unosząc do ust papieros bez filtra. Trochę go jednak słuchała, bo taki pijany był totalnie niesamowicie śmieszny. - Ale, ale przecież w wódzie jest woda, nie? To chyba by oddychały wódą... Jednocześnie powietrze i alkohol, to brzmi bombowo. - Przyznała. Ale musiały mieć fazę takie trytony. - Pewnie to nawet daje lepsze efekty. Ciekawe czy tak można po skrzelozielu... Musimy tego totalnie spróbować. - Kiwnęła głową lekko. Na smoczą wódkę było ją stać. I to jak, w końcu jako zawodniczka kasy miała pod dostatkiem. Papierosa spaliła sobie spokojnie, a peta wyrzuciła do kominka po czym nieporadnie podniosła się na nogi (przynajmniej raz w między czasie lądując na klęczkach). Ale wstała, to się liczy, chociaż trochę chwiejnie. - Wstaaawaj, ja chcę tańczyć. - Łapę złapała za łapę (hehe) i próbowała pociągnąć do góry, ale trochę się nie spodziewała, że jest takim grubasem. Znaczy, że jest taki ciężki. I wypadkowa jej kompletnie nieobecnej teraz równowagi oraz siły, której próbowała użyć do podniesienia go z trzecim prawem dynamiki Newtona odbiła się od niej rykoszetem - i Hestia zrobiła kompletne bum. Prosto twarzą na klatkę piersiową Blacka. - Mój nos. - Jęknęła od razu. Bo nos to ją teraz strasznie rozbolał. - Czemu leżysz jak kłoda?


RE: Piętro III, Salon - Sirius Black - 10-06-2019

Mogła dyskutować z nim, na ile prawdziwe będzie wszystko to, co jej powie, ale w gruncie rzeczy... Przecież i tak wiedział swoje, a nawet po dosyć horrendalnych ilościach alkoholu raczej nie paplał tego, co ślina przyniosła mu na język. Wręcz przeciwnie, choć mogłoby się zdawać, że mówił bez ładu i składu, już za moment mając wyznać Hestii swoje najskrytsze sekrety... Tak naprawdę, cóż, w tym stanie był znacznie bardziej skłonny do czczej paplaniny o gumochłonach, gramofonach i...
- Gryfonach? No, chyba sobie żartujesz, że mógłbym nie słyszeć o Gryfonach. Gryfoni to przecież najlepsi, najodważniejsi, najznamienitsi ludzie w całym Hogwarcie. - Tym razem autentycznie się z niej nabijał, ledwo powstrzymując rozbawione parsknięcie, ponieważ naprawdę starał się, by uwierzyła, że był głuchy jak pień. Z jakiegoś powodu, nagle wydało mu się to całkiem zabawne. Wizja, wedle której Hestia mogłaby zrobić z siebie kompletną idiotkę, krzycząc do niego pośrodku jakiejś mocno zatłoczonej ulicy... Tak, zdecydowanie była na poziomie syriuszowego humoru. Czy to tego po pijaku, czy całkowicie na trzeźwo.
Jeśli zaś już chodziło o jego pijaństwo... Cóż, być może całkiem nieźle udało mu się załatwić sprawę wyzwania, jednak zdecydowanie przecenił przy tym własne siły, już w tym momencie czując się nieźle nabzdryngolony, co niewątpliwie nie ułatwiało mu skupienia się na tym, co mówiła do niego Jones. I choć wcześniej wewnętrznie upierał się, że co to było dla niego, teraz... Teraz teoretycznie też mógłby się upierać, ale głupkowate rozmyślania całkowicie wyparły to z jego głowy.
- Słuchaj. Mam takiego ziomusia. Ziomeczkowatego ziomusia, który jest takim zajebistym ziomusiem i mieszka w takim zajebistym mieszkaniu w najbardziej ziomalskiej części Nokturnu. Łapiesz, nie? No. Także ten, no. Tenteges, bo nad tym ziomeczkowym mieszkankiem, bo ono jest w piwnicy. Kumasz? I ma taki śmieszny lufcik, który się nie otwiera, ale ziomeczek upiera się, że się otwiera i mówi, że można nim odetchnąć powietrzem Nokturnu, które jest przepełnione tym odorem, jaki wali znad tego mieszkanka, bo tam jest taki nielegalny sklep zielarski. Znaczy się. Zielarski, ale nie zielarski, bo to jest też takie ziomeczkowe mieszkanko, tylko właścicielka hoduje tam te swoje roślinki. Uprawia je, znaczy się, ale w sumie, to je hoduje, bo niektóre są takie szczwane jak mandragory, że toto prawie żywe jest. I ona ma taki super dostęp do skrzeloziela.. Może byśmy się kiedyś sztachnęli jakimś dobrym towarem? - Wręcz gubiąc się w tym, co sam jej oznajmiał, ostatecznie przeszedł do równie interesującego tematu, jakim było popalanie różnego rodzaju uprzyjemniaczy. Odkąd James zapoznał go z tą mugolską magią, od czasu do czasu naprawdę lubił sobie zapalić, a Hestia wyglądała na kogoś, kto mógłby podzielić z nim nowe hobby.
No, przynajmniej do czasu, gdy ponownie nie postanowiła zacząć pląsać z dołu do góry, z boku na bok i jeszcze w jakieś inne dziwne strony, próbując zaangażować go w tę aktywność.
- Youuuuuuuuuu can dance, youuuuuuuu can dieeeeee! - Wyjąc pod nosem coś, co brzmiało jak wyjątkowo zafałszowana i pomylona wersja mugolskiej piosenki, nie ruszył się jednak z miejsca. Nawet wtedy, kiedy postanowiła go pociągnąć, po prostu zaległ na dywanie, nie drgając nawet wtedy, kiedy w niego uderzyła. - Aua. - Powiedział tylko bez większego przekonania, posyłając jej niezbyt przytomne spojrzenie i powoli unosząc kąciki ust w dosyć pijackim uśmiechu. - Żebyś mogła bawić się w odwzorowywanie dzisiejszego wypadku. Przyznaj, wyszło zajebiście, co nie?


RE: Piętro III, Salon - Hestia Jones - 10-08-2019

Hestia też nie była skłonna do jakichś wielkich wyznań, nawet po dużej ilości alkoholu. Raczej napawała się cudownym stanem upojenia, lekkim kręceniem w głowie, delikatnie poprawionym humorem. Teraz nie było jej nawet nie dobrze - skąd, było idealnie, nawet czuła trochę energii, która jednak szybko zniknęła z momentem, gdy jej nogi ją zawiodły. Teraz było super. Ciepło, podgrywała sobie mugolska muzyka gdzieś w tle, ale słyszała ją tylko jakby zza jakiejś wodnej ściany. Z cichym chichotem w końcu przetoczyła się na dywan, żeby ułożyć się na nim na brzuchu i zaczesała zachodzące na twarz włosy, już dawno suche, palcami, do tyłu, z uśmiechem szelmowskim, cieplutkim, pijackim i zupełnie nieobecnym. - Masz na myśli - tacy jak ja. Hestia Jones, najlepsza graczka Quidditcha w całym świecie. - Aż jej oczka trochę zaświeciły. Ta, ego na poziomie dachu tegoż domostwa to było mało dla Jones. - A Ty nadal jesteś głupi. - Dodała jeszcze, bo nie mogła sobie odpuścić. Ale już chwilę później skupiła się tylko na podłodze - na mięciutkim dywanie, który na niej leżał. Był taki miękki, choć tak naprawdę wcale nie, ale jej teraz wydawało się, że jest najlepszym pluszaczkiem na świecie. Ułożyła obie dłonie na podłodze, a na nich swój policzek, przymykając oczy. Emocje dzisiejszego dnia opadły, powieki same ciągnęły w dół. Było już coraz trudniej utrzymać uwagę, ale nadal potakiwała zupełnie bezrefleksyjnie na jego słowa. Trochę ich słuchała, trochę nie, ale ziomeczek wydał się naprawdę dobrym ziomeczkiem od razu. Z kolei kiedy mowa już była o używkach... Wtedy się trochę uruchomiła. Uniosła aż głowę znowu, żeby na niego spojrzeć. - Paaaanie, pytasz pan jednorożca czy jest nieuchwytny. No raczej, że spróbujemy. Ja i moja przyjaciółka ganja to najlepsza przyjaźń na świecie, o ile ja mam cudownych wspomnień z koleżanką. - Aż się rozmarzyła. Syriusz musiał być naprawdę naiwny jeśli myślał, że ona nie znała tych tematów. O znała i to dobrze. Pewnie jeszcze gdzieś w swoim domku miała jakieś dobrze ukryte dobrze zasoby. Pewnie gdyby nie byli porobieni jak dzikie świnie to może by zaproponowała, ale teraz to nie miała siły. Nawet na papierosa nie miała siły. A co dopiero on, facet, który padł na deski i nawet podnieść się nie mógł. - Tylko poznaj mnie z tym swoim ziomeczkiem, bo to może być dobry plan na później czy coś. - Ona jeszcze nie była w takim stanie, żeby zapomnieć wszystkiego, co się działo, jednak czuła, że pan Black to już dawno nie będzie ogarniał o czym on w ogóle tutaj mówił. Można by było pójść do sypialni, ale to wymagałoby chodzenia po schodach. A ona nie miała nawet myśli, żeby chodzić po schodach, pewnie sobie zrobi jakieś chore kompletnie złamania po drodze, no ogólnie masakra. Dlatego z wielkim trudem i bez chęci na większy wysiłek złapała za leżący na fotelu koc i po prostu się nim przykryła, żeby nie było jej zimno, kiedy wygaśnie już w kominku. Po tym znów zerknęła na zupełnie porobionego Blacka. - Dobra, Ty jesteś porobiony, idź spać. - powiedziała i zaśmiała się, jeszcze tykając go w głupi, zarośnięty szczeciną policzek. I nawet jej się oczka śmiały. Okej, tutaj trzeba sobie coś wyjaśnić. Może rywalizowali od zawsze, a nawet się nie lubili, ale mało kto dostarczał jej tyle rozrywki co Black. Jeden z niewielu powodów, przez które się w ogóle tutaj znalazł. W końcu na tym polega życie, nie? Żeby było zabawnie, żeby z niego korzystać, żeby czerpać z niego garściami. Gdzie znaleźć ludzi, którzy są gotowi, żeby zgodzić się na wszystkie głupie pomysły. On nie miał problemu ze zgadaniem się. Nawet je proponował. Przyciągał. Dziwne to i niespotykane, a jednak...
Muzyka powoli zwolniła i melancholijny kobiecy głos zaśpiewał cicho We are the reckless, we are the wild youth. Chasing visions of our futures, one day we'll reveal the truth. Oczy dziewczyny zamknęły się lekko i zanim cokolwiek spostrzegła po prostu zasnęła, opierając policzek na złączonych przedramionach na zimnej, podłodze, ciągle ogrzewana tylko przez kocyk, którego większy fragment wysunęła tylko lekko w jego stronę, żeby przypadkiem nie odmroził sobie dupska i nie stał się przez to zupełnie odpowiedzialny albo żeby nie zaczął panikować, że ma katar i umiera jak prawdziwy facet. A co z tym faktem zrobi to już jego sprawa.

|ztx2