Magic Lullaby
Jesteś z rodu Black! (Bellatrix/Andromeda) - Wersja do druku

+- Magic Lullaby (http://magiclullaby.pisz.pl)
+-- Dział:
Kroniki
(http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Myślodsiewnia (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=10)
+---- Dział: Zakończone (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=42)
+---- Wątek: Jesteś z rodu Black! (Bellatrix/Andromeda) (/showthread.php?tid=1925)



Jesteś z rodu Black! (Bellatrix/Andromeda) - Bellatrix Black - 07-15-2021

20 grudnia 1965

Dopiero pierwszy śnieg, który przykrył któregoś dnia szkolne błonia uświadomił Bellatrix, że zbliża się powoli przerwa świąteczna na którą w przeciwieństwie do innych uczniów szkoły ona nie wyczekiwała z utęsknieniem. Powrót do ponurych ścian domostwa, oraz do ględzącej wiecznie niezadowolonej matki sprawiał, że przez jej myśl nie raz przebiegał pomysł pozostania w szkole. Wiedziała, jednak że taka postawa nie spotkałaby się z aprobatą rodziców a to skutkowałoby wysłuchiwaniem żali przez kolejne kilka lat. Wiedziała również, że jej rodzice mieli w planach kilka spotkań z rodziną oraz "przyjaciółmi" rodziny i jej nie mogło tam zabraknąć. Wszystko przez to, iż matka od jakiegoś czasu na poważnie zajęła się poszukiwaniem odpowiedniego kandydata na męża dla Bellatrix. Biedni prości rodzice, którzy myśleli tylko o tym, aby ich córki przekazały swoją czystą krew kolejnym dzieciom. Było to tak przyziemskie, że dla Bellatrix stawało się nudne. Nie umknęło jej uwadze, że czysta krew traciła na sile, ale aby ją wzmocnić potrzeba czegoś więcej niż kilku niemowlaków.
Jej przypuszczenia, kiedy tylko dotarła do domu od razu się sprawdziły. Matka od samego wejścia zaczęła ją zarzucać grafikiem dnia z informacją z kim w jakiej kolejności będą się spotykać. Ona słuchała tego posłusznie w milczeniu wiedząc, że i tak starania się matki spełzną przynajmniej na razie na niczym. Nie była zainteresowana małżeństwem, miała większe ambicje niż bycie przykładną panią domu na którą z resztą osobiście uważała, że się nie nadawała. Nawet jej wygląd temu przeczył. Ostre rysy twarzy, zawziętość w oczach były kompletnym przeciwieństwem tego czego poszukiwały inne czystokrwiste rody. Dni mijały, Boże Narodzenie upłynęło w przepychu oraz licznych niewinnych kłamstwach podczas prostych życzeń. Na dzień przed powrotem do szkoły Bella weszła do pokoju Andromedy w celu...no właśnie nauczona przez matkę tego, że w tym domu nie istnieje coś takiego jak prywatność nie miała oporów przed grzebaniem w cudzych rzeczach. Tak samo jak ich matka nie miała oporów przed otwieraniem listów niezaadresowanych do niej. I jak się okazało poszukiwania Belli nie okazały się bezowocne. Na ciemnym mahoniowym biurku dostrzegła leżącą otwartą już kopertę. Podeszła do niej i z jej środka wyciągnęła składane na pół zaproszenie, które zostało napisane na kartce w kolorze kości słoniowej. Złote litery układały się w poszczególne słowa a kiedy list odkrył przed Bellą nazwę "Klub Ślimaka" prychnęła pogardliwie.
-Jakie to patetyczne- Burknęła i powachlowała się zaproszeniem.
-Andromedo!- Krzyknęła na cały dom chcąc przywołać do siebie swoją siostrę.


RE: Jesteś z rodu Black! (Bellatrix/Andromeda) - Andromeda Tonks - 07-17-2021

Pory roku były jej dość… obojętne. Lubiła w sumie wiosnę, ze względu na słoneczną pogodę i ładnie rozkwitającą naturę. Lato lubiła nieco mniej – bo czasami upały dawały jej się we znaki, a nienawidziła wręcz, kiedy pot ciekł po jej plecach i niewiele mogła zrobić w związku z nim. No a poza temperaturą, musiała spędzić całe dwa długie miesiące z własną rodziną. Nie chodziło o siostry – kochała Bellę i Cyzię, nawet jeśli nie zawsze je rozumiała czy się z nimi zgadzała. Chodziło o matkę i ojca. I ich manię pokazywania się „w towarzystwie” od jak najlepszej strony, przebierania swoich córek jak manekiny i egzekwowania możliwie najbardziej wyuczonego i dostojnego zachowania, jak na członków rodu Black przystało. To czasami było strasznie męczące. I nie mogła wtedy bawić się z siostrami, bo było to albo niegrzeczne, albo nie na miejscu.
Jesień przynosiła odrobinę oddechu, kiedy mogła chociaż na moment uwolnić się od bacznego wzroku matki i zaszyć się gdzieś w grubych murach szkoły, z daleka od wszystkich spojrzeń. Czasami tak robiła, kiedy miała dość. Brała wtedy ze sobą jakieś opasłe i mądre tomiszcze, udając, że się uczy. Każdy to rozumiał. Każdy pochwalał. Wszyscy byli zadowoleni.
A zima była takim małym latem. Lubiła klimat, który pojawiał się w zamku jeszcze przed świętami. Lubiła prószący śnieg i chłód szczypiący policzki. Ale zdecydowanie mniej lubiła podróż do domu na czas świąteczny, kiedy znowu stawała się wystawną laleczką i znów musiała pokazywać się w towarzystwie. Może gdyby nie stresująca atmosfera wprowadzana przez matkę, może wtedy by nawet nie miała nic przeciwko tak częstym spotkaniom z innymi błękitnokrwistymi czarodziejami. Może. Ale to się nie zdarzy, i nawet dwunastoletnia Andromeda o tym już wiedziała.
Na szczęście czas nieco wymuszonych uśmiechów i wdzięcznych ukłoników już minął – a dwie siostry Black miały niebawem wrócić do Hogwartu. Andromeda już nawet zaczęła pakowanie i powrzucała niezbędne rzeczy do kufra. Przynajmniej tak jej się wydawało. Brakowało już tylko kilku książek, które zniosła w trakcie przerwy świątecznej do domowej biblioteczki, gdyż, zazwyczaj, tylko tam miała spokój. I chociaż znalazła je bez trudu, omiotła jeszcze spojrzeniem regały, jakby stare tytuły miały nagle z jakiegoś powodu jej zaimponować albo ją zaciekawić i skłonić, aby wzięła je ze sobą.
Nie wszystkie na to miały czas, bo niespodziewanie usłyszała wołanie swojej starszej siostry. Oderwała wzrok od nudnych okładek i z cichym westchnięciem powędrowała gdzieś na górę, pytając sama siebie, czemu Bella nie może po prostu przyjść, kiedy ma do kogoś jakąś sprawę.
Było to pytanie retoryczne. Wątpiła, że kiedykolwiek nadarzy się taka sytuacja, w której Bella sama by się pofatygowała. Zresztą, mniej więcej tego uczyła je matka.
Zastanawiała się tylko, dlaczego to ona miała zawsze przychodzić na zawołanie. Tylko dlatego, że była młodsza? Bez sensu.
Wpierw weszła do pokoju Bellatrix, oczekując, że tam ją znajdzie. Ale nie dostrzegła jej nigdzie. Ze zdziwieniem wyszła i zaczęła zaglądać do każdego pomieszczenia, bo była pewna, że głos dobiegał konkretnie z tego zakątka domu.
Aż w końcu znalazła ją w swoim pokoju.
Andromeda zmarszczyła brwi i po krótkim wahaniu, weszła śmiało do środka.
Bella? – odezwała się, przyglądając się siostrze czujnie. – Zgubiłaś tutaj coś? – zapytała, przy okazji grzecznie pragnąc zaznaczyć, że nie powinno jej tu być, a na pewno nie bez zgody głównej lokatorki.
Dopiero po krótkiej chwili dostrzegła kartkę, którą wachlowała się siostra. Dromeda zacisnęła wargi i zrobiła krok do przodu, żeby zabrać jej zaproszenie z ręki.
To są moje rzeczy, nie powinnaś w nich szperać – powiedziała, siląc się na bardzo stanowczy, chociaż nie agresywny ton. Chociaż naprawdę poczuła się zirytowana.


RE: Jesteś z rodu Black! (Bellatrix/Andromeda) - Bellatrix Black - 07-26-2021

Bellatrix w oczekiwaniu na przybycie swojej młodszej siostry oparła się o jej biurko i wpatrywała się z lekkim aczkolwiek dość niepokojącym uśmiechem w wejście do pokoju. Młoda Bella chociaż była tak naprawdę dopiero dzieckiem miała w sobie już coś niepokojącego. Chłód w oczach połączony z tajemniczymi ognikami szaleństwa, które pojawiały się w bardzo określonych sytuacjach potrafiły napędzić stracha niejednemu uczniowi szkoły. Nic więc też dziwnego, że nawet niektórzy ślizgoni woleli omijać ją z daleka. Z resztą Bellatrix niezwykle starannie selekcjonowała ludzi, którzy chcieli móc nazywać się chociażby jej znajomymi bo przyjaciół jako takich nie miała a przynajmniej nigdy o nikim takim nie wspominała. Nie potrzebowała przyjaciół miała swoje siostry, które wystarczały jej do szczęścia.
W końcu doczekała się przybycia swojej siostry, która tak jak się tego spodziewała powitała ją dość oschłym stwierdzeniem na które nawet nie odpowiedziała. Od razu wyciągnęła kopertę przed siebie, aby pokazać Andromedzie dowód zbrodni i pokręciła karcąco głową.
-Naprawdę masz tak niskie poczucie własnej wartości, że musisz je podnosić takimi plugastwami- Warknęła wyraźnie niezadowolona. Przeznaczenie tego zaproszenia było tylko jedno...ogień, który został właśnie rozpalony przez domowego skrzata w kominku. Andromeda tego, jednak nie zrobiła. Zatrzymała go zupełnie tak jakby miała zamiar dołączyć do tego klubu
-Marny klub starego nauczyciela, który kolekcjonuje sobie uczniów...żałosne, a do tego konszachtuje ze szlamami i zdrajcami krwi- Budziło w niej to odrazę już na samą myśl. Nieudolna próba starego głupca udowodnienia, że każdy jest równy i na swój sposób wyjątkowy. Każdy na tym świecie powinien znać swoje miejsce. Ci, którzy naprawdę byli lepsi powinni rządzić a cała reszta powinna znaleźć dla siebie odpowiednie miejsce...nawet jeżeli tym miejscem były zaświaty.
-Gdyby rodzice się o tym dowiedzieli...- Ojciec najpewniej wpadłyby w szał a matka zaczęłaby się zastanawiać nad tym gdzie popełniła błąd.
-Andy...ja rozumiem, że świat może ciebie fascynować, ale ten klub nie jest odpowiednim miejscem dla młodej czarownicy takiej jak ty- Ton głosu Belli złagodniał a zawziętość, która malowała się do tej pory na jej twarzy ustąpiła miejscu nawet delikatnemu uśmiechowi, który rozciągnął jej wargi. Martwiła się o swoje siostry i chciała dla nich jak najlepiej. Andromeda i Narcyza były dla niej dwiema czarownicami, dla których byłaby w stanie poświęcić naprawdę dużo. Własnych rodziców nie darzyła takimi emocjami jak własne siostry.
-Nie jesteś jakąś tam zwykłą czarownicą. Jesteś z dumnego rodu Black i nie godzi się, abyś spędzała czas z wymieszanymi ze sobą czarodziejami i czarownicami jak bydło- Chciała przemówić siostrze do rozumu, udowodnić, że powinna wybierać sobie w bardziej rozważny sposób towarzystwo. Szczególnie w chwili, kiedy jej decyzje nie dotyczą tylko jej życia, ale odbiją się na całej rodzinie.


RE: Jesteś z rodu Black! (Bellatrix/Andromeda) - Andromeda Tonks - 07-31-2021

Zacisnęła wargi w wąską kreskę, kiedy Bella ani kompletnie nie przejęła się słowami Andromedy, ani Dromedzie nie udało się złapać trzymanego w rękach siostry zaproszenia i schować z powrotem. W dodatku w oczach Belli błyszczało dziś szczególnie coś takiego, że postanowiła nie zbliżać się już bardziej. Jedynie skrzyżowała ramiona pod biustem ze złością i uciekła spojrzeniem gdzieś w bok. Bycie wkurzoną i obrażoną to jedyne, co mogła w tej sytuacji zrobić.
Wcale nie miała zaniżonego poczucia własnej wartości! Chyba… A może miała…? W zasadzie, sama nie wiedziała… Na czym to polegało? W sumie sama nie wiedziała. Rodzice zawsze kazali jej nosić się dumnie i wysoko zadzierać brodę, aby wszyscy dokoła myśleli, że zaszczytem będzie, jeśli w ogóle na kogoś spojrzy. Sama jakoś nie czuła się w tej roli najlepiej, ale mimo wszystko ich słuchała. Podobnie ze wspomnianymi szlamami. Osobiście, w głębi serca, wcale nie czuła do nich jakiejś odrazy… widziała ich nieraz na zajęciach i często wcale nie odstawali w umiejętnościach od uczniów czystokrwistych. Ba, arystokraci byli czasem tak nadęci, że nie potrafili nawet podnieść głupiego pióra za pomocą czarów! Więc jaki był sens tej dyskryminacji?
Nigdy tego na głos nie powiedziała, bo domyślała się, jaka awantura potoczyłaby się wokół niej. Cała jej rodzina wpadłaby w szał, a ojciec…
Wzdrygnęła się nagle na słowa Belli. Gdyby rodzice się o tym dowiedzieli…
Spojrzała na nią z nikłymi ognikami obawy w oczach. Rozplotła nieco ramiona, jakby gotowa do biegu, żeby torować siostrze przejście, byleby tylko im nie powiedziała. W zasadzie, zostawiając zaproszenie tak po prostu, na widoku, nawet nie pomyślała, że do pokoju mogłaby wejść chociażby matka i je znaleźć. Wtedy dopiero zarobiłaby awanturę. Chociaż, żeby tylko tyle…
Bella jednak nie tylko pozostała na miejscu, ale jej ton głosu zdawał się… łagodniejszy? Andromeda zmierzyła siostrę nieco zdziwionym spojrzeniem, bo zrozumienie, lub coś na jego kształt, było ostatnim, czego mogła się spodziewać w tej chwili. Przez chwilę przyglądała się jej, jakby miała zamiar czujnym spojrzeniem wybadać jakiś spisek albo prowokację, ale… sama nie wiedziała. Czy Bella była w tym wszystkim szczera? Czy aby na pewno nie stanie się tak, że Andromeda powie coś, niby w tajemnicy, a potem siostra przekaże to rodzicom?
Chciałaby wierzyć, że tak nie będzie… Naprawdę bardzo chciała! Naprawdę chciała mieć chociaż kochające siostry, którym będzie mogła powierzyć wszystko. Na rodziców w końcu nie mogła liczyć. Wszystko, co potrafili, to stawiać wymagania albo karać. Nie widziała w nich żadnych sojuszników, ani tym bardziej przyjaciół. A bardzo chciała mieć przyjaciół. Chciała czuć się kochana i akceptowana, niezależnie od poglądów i tego, czy nosiła się jak arystokratka czy nie.
Może między innymi dlatego postanowiła przyjąć do zaproszenie…? Wcześniej tak o tym nie myślała…
O to chodzi, Bella – odezwała się w końcu, z głośnym westchnieniem. I nie wiedziała już, czy ma patrzeć na siostrę, jak każe dobre wychowanie, kiedy do niej mówi, czy po prostu uciec spojrzeniem, kiedy postanowiła wyjawić jej coś, co leżało jej na sercu i było zwierzeniem dość… prywatnym. Bała się zaryzykować, ale z drugiej strony… jeśli nie spróbuje… - O to chodzi, że nikt nie jest godny towarzystwa takiej wspaniałej czarownicy z rodu Black i to wszystko sprowadza się do tego, że mam kontakt tylko z Tobą i Cyzią. No kocham Was, lubię z Wami spędzać czas, ale nie chciałaś mieć nigdy też innych znajomych? Albo chociażby robić to, co lubisz? Ja lubię warzyć eliksiry, może bym się czegoś więcej nauczyła w tym klubie, skoro prowadzi go nauczyciel eliksirów – wzruszyła nieco ramionami, po czym objęła je delikatnie dłońmi, jakby sama sobie chciała dodać otuchy. Zerknęła kontrolnie na Bellę, żeby wiedzieć, czy w tym momencie ma już bardzo przerąbane, czy jednak siostra ją zaskoczy i okaże coś na wzór… dziwnego zrozumienia.


RE: Jesteś z rodu Black! (Bellatrix/Andromeda) - Bellatrix Black - 08-01-2021

Wpatrywała się lekko rozszerzonymi oczami prosto w siostrę. Widziała jak na samą myśl o tym, że rodzice mogliby dowiedzieć się ów liście ich reakcja byłaby dużo bardziej wybuchowa. Sama Bella nie mówiła im o różnych sprawach. Chociaż bez sprzecznie miała znacznie lepszą relację z ojcem niż z matką, która z większą nadzieją zwracała się w stronę jeszcze małej Narcyzie oraz własnie Andromedzie mając nadzieję, że chociaż one będą chciały słuchać jej mądrości mówiących o tym jak na salonach powinna zachowywać się prawdziwa dama, aby szybko znaleźć sobie odpowiedniego męża. Ojciec zwrócił się ku Belli, ale wcale nie oznaczało to, że obdarzał ją ciepłymi uczuciami. Wymagał od niej przykładnego prowadzenia się, kiedy tylko zrobiła coś co nie spełniało jego oczekiwań nie powstrzymywał się przed tym, aby wymierzyć w jej stronę surową karę. Efekt jednej z nich do tej pory był widoczny na jej dłoni. Jasna blizna układała się w zgrabne litery z których można było odczytać rodową dewizę, która była powtarzana niczym modlitwa niemal każdego dnia.
Rozsądnym wydawałoby się w tej sytuacji donosicielstwo, powiedzenie rodzicom o zaistniałej sytuacji, aby mogli zaradzić tragedii jeszcze nim ta miała miejsce. Wiedziała, jednak jaką formę przybierze ta pomoc i chociaż nie pochwala tego co chciała zrobić Andromeda nie chciała dla niej niczego złego. Nawet w ciszy wysłuchała tego co miała jej do powiedzenia siostra. Niestety w jej oczach bez problemu można było dostrzec to, że owe argumenty, które miały obronić Andromedę nie usatysfakcjonowały jej. Bella odłożyła kopertę ponownie na biurko i zrobiła kilka kroków w stronę siostry, aby móc położyć jej dłonie na ramionach.
-Bo nikt nigdy nie będzie godzien twojego towarzystwa bo jesteś wyjątkowa, i jedyna w swoim rodzaju- A wszystko to dzięki temu, że miała szansę urodzić się w takiej a nie innej rodzinie. Bellatrix chociaż bez sprzecznie tak jak ojciec zaczynała mieć obsesje na punkcie czystości krwi nawet inne arystokratyczne rodziny potrafiła traktować jako gorszy sort.
-Ale wcale to nie oznacza, że nie ma osób, z którymi mogłabyś się zadawać. Rodzina Lestragne...chociażby- Już kilka razy udało się jej podsłuchać jak ojciec rozważał to czy jego najstarsza córka powinna wżenić się w ten ród. Uważał, że dla Bellatrix była to najlepsze rodzina chociaż jego żona uważała, że potrzebowała rodziny, która swoim opanowaniem i spokojem byłaby w stanie zapanować nad niesforną naturą Belli.
-Z tego co wiem jesteś na jednym roku z młodym Selwynem. Rodzina Carrow też posłała swoje dzieci do szkoły- Andromeda powinna się spotykać z rówieśnikami i Bella to rozumiała, chociaż w jej słowniku takie wyrażenie jak "przyjaźń" było bardzo nieprecyzyjne i rzadko używane.
-Dobrze, że masz pasje, ale możesz jej realizować z bardziej odpowiednimi osobami. Na pewno, ktoś ze znacznie lepszych rodzin również interesuje się eliksirami- Liczyła na to, że do siostry dotrze to, że próbuje znaleźć sobie towarzystwo w bardzo zły sposób.
-Z resztą...- Kontynuowała po czym odsunęła się od Andromedy. Na twarz Bellatrix ponownie wszedł ten chłód a ona sama zacisnęła usta w wąską linię.
-Nie możesz być tak samolubna. Wszystko to co robisz, z kim się spotykasz oraz gdzie ciebie widują nie odbije się tylko na tobie. Pogrążysz tym całą rodzinę. Sama wiesz jak długo ta rodzina starała się zachować swoją nieskazitelność.- Dla Belli działania Andromedy, chociaż z pozoru niewinne w przyszłości mogły mieć bardzo poważne konsekwencje. Nie chciała wrócić do szkoły i któregoś dnia musieć tłumaczyć dlaczego jej siostra zdecydowała się na przebywanie w towarzystwie szlam oraz starego nauczyciela, który próbuje nadać sens swojemu życiu przez życie innych uczniów.


RE: Jesteś z rodu Black! (Bellatrix/Andromeda) - Andromeda Tonks - 08-10-2021

Widziała w oczach Belli, że argumenty, którymi Andromeda chciała poniekąd przekonać ją, że Klub Ślimaka dla niej przecież nie jest niczym złym – a przy okazji trochę też zwierzyć się z problemów, które ją borykały w tym podłym, pełnym zasad, wymagań i zakazów świecie – wcale jej nie usatysfakcjonowały. Mimo to Dromeda wcale nie była jakoś szczególnie zawiedziona, bo… bo Bella, zamiast od razu wołać rodziców, aby ci dali jej lepiej do zrozumienia, jak działa ich czystokrwisty świat i jak powinna się zachowywać wzorowa panna z rodu Black, podeszła do niej i sama próbowała z nią porozmawiać. Chyba poniekąd jej ulżyło. Naprawdę się bała, że teraz ona podzieli los starszej siostry, i to ona będzie nosiła rodową dewizę na nadgarstku…
Dromeda doskonale pamiętała to wydarzenie. I chociaż to Bella cierpiała w nim najbardziej, ono także wyryło się w jej pamięci. Nie chodziła jeszcze wtedy do Hogwartu, ale pamiętała, jak matka, w trakcie wymierzanej przez ojca kary, mówiła schowanej Andromedzie, że tak skończy każdy z tej rodziny, kto będzie chciał zadawać się ze szlamami. Nie musiała mówić nic więcej. Cierpienie Bellatrix dostatecznie sprawiło, że przekraczając próg szkoły, Andromeda nie chciała się wychylać. Postanowiła robić to, co siostra – i zadawać się z tymi, których rodzice uznaliby za godnych.
Inna sprawa, że zaczynała dostrzegać różnicę między nimi a nią. Była inna. I wcale nie chciała prześladować szlam za ich pochodzenie. Jakoś tak… osobiście nigdy jej nie przeszkadzali. Niektórzy nawet wykazywali się większym potencjałem magicznym niż nadęci czystokrwiści spadkobiercy arystokratycznych fortun uważający się za lepszych tylko dlatego, że ich ojciec miał pieniądze, nazwisko i ciepłą posadkę w Ministerstwie.
Bella powiedziała jej to, co powiedziałaby jej matka – tylko zdecydowanie łagodniej. Andromeda miała ochotę westchnąć głęboko, bo czuła się okrutnie niezrozumiana – powstrzymała się jednak, aby tylko na moment spuścić wzrok. Za moment znów go podniosła, kiedy siostra wspomniała o rodzinie Lestrange.
I może była nadal głupią dwunastolatką, ale dostrzegła pewne zamieszanie, które panowało w rodzinie. Rodzice dziwnie zaczęli zbliżać się do rodziny Lestrange’ów, a matka, swoją musztrę prowadząca głównie wobec Andromedy i Narcyzy, teraz zdawała się bardziej zainteresowana prezencją Bellatrix, szczególnie w towarzystwie. Musiałaby być ślepa, żeby nie dostrzec, co się święci. I żeby nie zauważyć, że siostrze chyba nie pasowało to tak bardzo, jak chciałaby tego matka…
Carrowowie i Selwyn też niespecjalnie jej pasowali. Zdawali jej się… po prostu bezpodstawnie okrutni. Nie pasowali do niej – a może to raczej ona nie pasowała do nich. Już teraz widziała, że jest inna. Co będzie w wyższych klasach? Już do końca życia ma prowadzić życie samotniczki?
Chciała już nawet zaryzykować kolejnym zwierzeniem, kiedy Bella odsunęła się od niej, zarzucając samolubstwo. Naprawdę taka była…? Ona… co prawda myślała o tym, żeby nie czuć się samotna, ale czy to było samolubne…?
Ja nie jestem samolubna… - odezwała się cicho i na tyle niepewnie, że chyba sama nie wiedziała, czy jest czy nie jest. – Chcę mieć tylko znajomych, którzy mnie będą lubić i akceptować. A mam wrażenie, że wcale tak nie jest… Co jest w tym samolubnego? – zapytała, w zasadzie zupełnie szczerze. Bo nie wiedziała, co złego jest w dbaniu także o swój interes i swoje potrzeby?


RE: Jesteś z rodu Black! (Bellatrix/Andromeda) - Bellatrix Black - 08-26-2021

Nie lubiła sprzeciwów, szczególnie w chwili, kiedy robiła to młodsza siostra o którą chciała tylko dbać i chronić tak jak umiała a na samą myśl, że jej mała siostrzyczka miałaby zasiadać obok jakiegoś mugola na głupiej kolacyjce robiło się jej wręcz niedobrze. Zacisnęła usta w wąską linię jak to miała w zwyczaju robić często, kiedy jej z pozoru spokojna postawa zaczynała pękać w szwach.
-Tak długo jak będziesz nosiła nazwisko Black nie pozwolę tobie stworzyć chociaż malutkiej ryski na nieskazitelności tej rodziny- Wycedziła przez zęby po czym chwyciła ponownie kopertę, która przez tę krótką chwilę leżała bezpiecznie na biurku Andromedy. Przyglądała się przez chwilę kopercie, aby rzucić ją na ziemię. W dłoni Belli znajdowała się już różdżka, która została wycelowana prosto w list
-Incendio- Powiedziała głośno i stanowczo a z końca różdżki wystrzelił snop iskier, który zaraz po wylądowaniu na liście zmienił się w płomień trawiący zaproszenie, które stało się kością niezgody dwóch sióstr.
-Mamy świecić przykładem, zadbać o czystość krwi- Zaczęła przechadzać się po pokoju a obcasy jej czarnych kozaków dudniły echem za każdym razem, kiedy spotykały się z drewnianą podłogą pokoju.
-Co by było gdyby wyszło na jaw, że bratasz się ze szlamami...byłabym pośmiewiskiem w szkole...- Zatrzymała się w pewnym momencie w miejscu przystawiając teatralnie dłoń do ust i otwierając szeroko oczy w który zaiskrzyły się przez chwile łzy. Nie były one prawdziwe, Bellatrix umiała wywoływać u siebie określone emocje, które bardzo często potrafiły być istną karykatura tych prawdziwych.
-A co by powiedzieli rodzice...pewnie by ciebie wydziedziczyli, wyrzuciliby ciebie z domu, zostałabyś sama, bez dachu nad głową i galeonem przy duszy- Podeszła powoli do siostry i uśmiechnęła się do niej lekko. Wyciągnęła dłonie w jej stronę i położyła ręce na ramionach Andromedy. Wpatrywała się przez chwilę w milczeniu w jej oczy. Pozwoliła, aby ta cisza zaczęła wwiercać się w czaszkę. Dopiero po chwili przerwała ją cichym westchnięciem.
-Zróbmy więc tak...zawrzyjmy siostrzany pakt. Ty mi obiecasz, że nie pójdziesz tam i nie przyjmiesz zaproszenia a ja obiecam, że rodzice nie dowiedzą się o niczym- Szantaż był tym co wychodziło jej niezwykle dobrze i dla dobra siostry jak widać była w stanie go zastosować. Nie było to niczym złym skoro robiło się w dobrej wierze a przynajmniej z takiego założenia wyszła Bellatrix.


RE: Jesteś z rodu Black! (Bellatrix/Andromeda) - Andromeda Tonks - 08-31-2021

Dostrzegła, że wcale nie spodobała się jej odpowiedź, a przy okazji miała wrażenie, że Bella zaczynała tracić cierpliwość. A może jej się zdawało? Sama już nie wiedziała, czy powinna siostrze faktycznie ufać, czy błędem było, że w ogóle się otworzyła. Tym bardziej, że wyglądało na to, iż została kompletnie niezrozumiana.
Od kiedy tylko ojciec wyrył na dłoni Belli rodową dewizę, stała się zupełnie taka jak oni. Na pewno była ich powodem do dumy. Gdyby tylko usłyszeli to, co w tej chwili mówiła… Na pewno byliby najszczęśliwsi pod słońcem, o ile w jakikolwiek sposób by to ukazali.
Ale w głowie Andromedy nie mieściło się – jak bardzo musieli ją tym skrzywdzić, że teraz, sama, zaczęła recytować wciskane przez rodziców hasła, mimo że ich nawet nie było w pobliżu? To było… straszne. Wręcz okrutne. I przerażające.
Wzrokiem prześledziła ruch dłoni Bellatrix, kiedy sięgnęła po kopertę i rzuciła ją na ziemię. Andromeda ściągnęła nieco brwi, kiedy spostrzegła, że siostra sięga po różdżkę, jednak wszystko stało się jasne w momencie, w którym koperta zajęła się ogniem. Nie przejęła się tym za bardzo. To w końcu tylko głupi przedmiot, nie czuła do niego większych sentymentów. Owszem, była szczęśliwa, że profesor Slughorn o niej w ogóle pomyślał i zaprosił ją na te spotkania – ale koperta z zaproszeniem nawet nie była dla niej symbolem.
Zaraz jednak oderwała wzrok od przygasających płomyczków, aby spojrzeć na Bellę, która wcale nie skończyła.
I o ile samo spalenie zaproszenia nie było dla niej niczym zbyt wielkim, tak kiedy stwierdziła, iż przez swoje poczynania Andromeda mogła sprowadzić na Bellę pośmiewisko, a może nawet prześladowanie…
Nie przekonała się za bardzo do łez w oczach siostry, ale na pewno nie kłamała w tej kwestii. Na pewno nie, gdy chodziło o czystokrwiste towarzystwo, w jakim obracała się Bella. Znała przecież tych ludzi, przez pierwsze chwile szkoły aż za bardzo obserwowała swoją siostrę, aby nauczyć się, co mogła, czego nie, oraz z kim powinna się zadawać, żeby rodzice byli zadowoleni. Albo chociaż nie prawili jej reprymend. I tak, było to całkiem możliwe, że gdyby ktoś zobaczył Andromedę siedzącą obok szlamy, odbiłoby się na Belli. Tylko że…
Ale co z innymi osobami, które tam chodzą? Mam na myśli, czystokrwistymi – stwierdziła, podnosząc nieco wzrok na siostrę z nagłym olśnieniem, że przecież nie tylko ona dostała zaproszenie. – Inni, którzy są prawdziwymi czarodziejami też przecież tam chodzą, czasami siadają obok dzieci mugoli. Czemu tylko my miałybyśmy być pośmiewiskiem, a inni nie?
Całej dyskusji odechciało jej się w momencie, w którym Bella poruszyła temat rodziców. Z nimi nie mogłaby dyskutować tak, jak z nią. Być może i ona wróciłaby do szkoły z wyrytym na dłoni Toujours Pour. Być może zrozumiałaby lepiej własną siostrę, a niebawem nawet zmieniła się w jej małą kopię…
Poczuła ciarki przebiegające po jej plecach na samą myśl o tym, o cierpieniu, jakie musiałaby znieść i… Nie… Chciała być nadal sobą. Nawet jeśli nie do końca wpisywała się w ideologię własnej rodziny, to nikt o tym nie wiedział. Nikt o tym nie musiał wiedzieć. Nie zamierzała w końcu nic z tym robić. Nie zamierzała walczyć. Ani zostawać sama. Ani prowokować kogokolwiek do wydziedziczenia…
Która dwunastolatka poradziłaby sobie sama na ulicy, bez grosza przy duszy?
Przygryzła wargę, opuszczając głowę. Czuła się bezradna. Chciała spytać siostrę, czy naprawdę mogliby to zrobić, ale wiedziała, że tak. Mogliby. I zrobiliby, bez żadnych skrupułów. Czuła więc wzrok Belli na sobie, ale sama nie wiedziała, co powinna zrobić. Jeśli odmówi, profesorowi może być przykro. Może nawet przestanie ją lubić? Z kolei jeśli nie odmówi, i wszystko stanie się tak, jak przewiduje Bella…
Przygryzła raz jeszcze lekko wargę, podnosząc na siostrę bezradne spojrzenie. Umiała posługiwać się wagą. A w tym momencie jedna szala przeważyła drugą. Nie było tutaj miejsca na kompromis.
Nie wiem nawet, co mu powinnam powiedzieć – rzuciła z rezygnacją, wzruszając tylko lekko ramionami.
Jasnym było już dla niej, że tego nie wygra. Niezależnie od tego, jakie argumenty by wymyśliła, widmo złości rodziców i tak było zbyt silne i zbyt zatrważające.


RE: Jesteś z rodu Black! (Bellatrix/Andromeda) - Bellatrix Black - 10-15-2021

To, co robiła Bellatrix nie zawsze miało uderzać w bezpośrednie emocje drugiej osoby. Kochała siać chaos, kochała w stanowczy sposób podkreślać swój autorytet. Nie chciała wzbudzać w siostrze łez, czy strachu. Chciała, aby ta zrozumiała jak istotne dla TEJ rodziny jest zachowanie czystości krwi. Andromeda musiał nauczyć się tego, gdzie znajdowało się jej miejsce w świecie, oraz tego, że każdy jej najmniejszy krok będzie obserwowany i oceniany przez innych. Rzutować to będzie na całą rodzinę, oraz na jej siostry, które przecież kochała.
-Inni nie powinni być naszym problemem- Odpowiedziała stanowczo, marszcząc brwi Bellatrix nie obchodziło to, o co dbały inne rodziny, ani jak się zachowywały ich latorośle. Była egoistką, która skupiała się tylko na czubku swojego nosa, oraz na rodzinnym podwórku.
-Jeżeli są PRAWDZIWYMI czarodziejami, to wiedzą, gdzie ich miejsce, oraz jak się zachowywać- Wycedziła przez zaciśnięte zęby. Nie jej rolą było tłumaczenie Andromedzie, na czym polegał świat, w jakim się znajdowały. Ona znała te zasady, były jej wpajane przez rodziców od momentu, w którym zaczynała pojmować znaczenie podstawowych słów. Cała ta rozmowa, oraz ponowne moralizowanie wydawało się Belli co najmniej żałosne. Na szczęście jej młoda i jeszcze głupiutka siostra, postanowiła posłuchać starszej i bardziej doświadczonej siostry.
-To nie jest istotne, co usłyszy- Odpowiedziała beznamiętnie -I nie interesuje również mnie- Nie miała zamiaru pomagać jej w wymyśleniu wygodnej odmowy dla profesora. Ona zrobiłaby to szybko i bez emocji. Może nawet gdyby, nie bała się wydalenia ze szkoły. Powiedziałaby mu co myśli o jego nietuzinkowym hobby. Wiedziała, że Andromeda była dużo bardziej wrażliwa, delikatna. Nie umiała być tak bezpośrednia, a mówienie „nie” przychodziło jej ze swoistym trudem.
-Sama wpakowałaś się w ten pasztet, sama musisz się z niego wydostać- Dziewczyna przeczesała palcami swoje gęste, czarne lokowane włosy, i posłała uśmiech w stronę siostry. Wygrana zawsze ją cieszyła, i w tym wypadku nie było inaczej.
-Jeżeli, jednak usłyszę o tym, że chodzisz na te spotkania- Zaczęła mówić, podchodząc blisko siostry. W jej dłonie ponownie pojawiła się różdżka, której koniec został wycelowany prosto w klatkę piersiową dziewczyny.
-Nie będzie więcej rozmów- Miała swoje sposoby, aby dowiedzieć się o tym, jak w szkole sprawowała się jej siostrzyczka. W końcu nie po to otaczała się grupką zaufanych ludzi, aby nie móc skorzystać z ich przydatności.
-Mam nadzieję, że wyraziłam się jasno- Zakończyła swój wywód, chowając różdżke do kieszeni. Jej wzrok powędrował w stronę kupki popiołu, która leżała na podłodze.
-STWOREK!- Krzyknęła, a skrzat domowy w ułamku sekundy zjawił się w drzwiach. Skłonił się nisko w stronę sióstr, zamiatając swoimi długimi uszami zakurzoną podłogę.
-Posprzątaj to plugawy stworze- Rozkazała mu, wskazując dłonią na popiół. Ruszyła w stronę wyjścia, po drodze nie omieszkała pacnąć dłonią skrzata w głowę. Ten zachwiał się i upadł na ziemię z cichym stękiem, ale Bellatrix nie robiła sobie z tego nic. Po prostu wyszła z pokoju, zostawiając Andromedę i skrzata samych.

z/t


RE: Jesteś z rodu Black! (Bellatrix/Andromeda) - Andromeda Tonks - 10-17-2021

Oczywiście. Inni nie powinni być naszym problemem. Dosłownie to samo słyszała od matki, której nigdy nie interesowali inni – interesowało ją wyłącznie to, jak prezentowałą się jej rodzina, ona, mąż i jej trzy córeczki. A najbardziej ona i trzy córeczki, które przecież były doskonałymi kandydatkami jeśli chodziło o materiały na żonę. Czystokrwiste i z tak bardzo znakomitego rodu… Może Andromeda jeszcze nie do końca wszystko rozumiała i póki co jeszcze o jej małżeństwie nikt nie mówił ani nie myślał, ale nadal… Słowa Bellatrix były niemalże wyjęte z ust matki.
Momentami ją to przerażało, jak bardzo siostra przesiąknęła światopoglądem, który wpajali jej rodzice. Nawet jeśli potrafiła to zrozumieć, to i tak było to… przerażające. A jeszcze gorsza była świadomość, że w tym domu nie było miejsca na posiadanie własnego zdania.
Właśnie dlatego Andromeda się nie odzywała. Mówiła mało, to, co było konieczne. Skrywała tajemnice. Tym razem myślała, że może siostra w jakiś sposób ją zrozumie, ale… nie. Nawet jeśli kochała Bellę całym swoim sercem, to nie przypuszczała, że kiedykolwiek znajdzie w jej oczach wyrozumiałość, kiedy powie coś, co było niezgodne z jej ideologią. Z tym, w co ona wierzyła.
Zrozumiała, że musi nauczyć się być samowystarczalna. Żyjąca bez przyjaciół. Na pokaz. Na zewnątrz być absolutnie czysta, bez skazy na dobrym imieniu… a wewnątrz… wewnątrz może sobie przeżywać co tylko chciała. Byleby nie ujrzał tego świat.
Dlatego skwitowała dobitne słowa siostry jedynie ponurym kiwnięciem głową, bo rozumiała, że kłócenie się z nią nie miało już najmniejszego sensu. Po co? Tylko zdenerwowałaby Bellę, a ta mogłaby zawołać jeszcze rodziców i… nie, tego naprawdę nie chciała.
Przygryzła tylko nerwowo wargę. Sama wpakowałaś się w ten pasztet, sama musisz się z niego wydostać. Problem tkwił w tym, że Andromeda nie uważała, aby faktycznie w jakikolwiek pasztet się wpakowała. Zaproszenie do Klubu Ślimaka bardzo jej schlebiało i chciała chodzić na jego spotkania! Przepadała za profesorem Slughornem i sądziła, że będzie to raczej powód do dumy niż… niż do tego.
Ale może zrozumie? Może wyjaśni profesorowi prosto i szczerze, jaką ma sytuację i… i nie zaważy to w żaden sposób na jego sympatii do niej. Miała taką nadzieję. Uważał ją za prawdziwie zdolną i pojętną uczennicę, i chciała, aby taki obraz się utrzymał do końca edukacji. Bez zaburzania go… konfliktami.
Podniosła jedynie wzrok na siostrę dopiero, gdy ta podeszła do niej, w ręku ściskając różdżkę i celując nią w pierś Andromedy. Dziewczynka spojrzała z obawą na Bellę, jakby faktycznie się zastanawiała, czy siostra jej nie zaatakuje, i czy nie powinna sama sięgnąć po własną różdżkę, ale… ale nie. Chciała ją tylko zastraszyć.
I poczuła się z tym jeszcze gorzej niż z całą tą paskudną sytuacją.
W porządku – skwitowała krótko całą tę sytuację.
To było w zasadzie niesamowite, jak wiele słów przewijało się przez jej myśli, a jak mało wydobywało się na zewnątrz. W zasadzie wydobywało się tylko to, co inni chcieli usłyszeć…
A Bella chciała mieć świadomość, że wyperswadowała siostrze chodzenie na spotkania Klubu Ślimaka.
Drgnęła gwałtownie, kiedy siostra krzyknęła imię domowego skrzata, który zaraz pojawił się w progu pokoju Andromedy – i bardzo szybko został przewrócony przez wychodzącą Bellatrix. Zacisnęła jedynie wargi, odprowadzając siostrę wzrokiem – a gdy ta zniknęła z jej pola widzenia, podeszła do Stworka, przykucnęła nieco i wyciągnęła do niego rękę, na co zdumiony skrzat domowy obdarował ją jedynie pełnym zdumienia spojrzeniem.
Nie przejmuj się Bellą. Nie jest dzisiaj w humorze – dodała cichutko, podsuwając dłoń bliżej na znak, że wcale sobie nie żartuje ani nie zamierza gnębić go dalej. – Wstań, Stworku.
Panienka Andromeda jest zbyt łaskawa – wymamrotał skrzat domowy, nim w końcu wstał z podłogi i podeszedł do kupki popiołu, aby posprzątać go zgodnie z rozkazem Bellatrix. Andromeda uśmiechnęła się jedynie blado i niemrawo, nim wróciła do dalszego pakowania kufra.
Zapowiadał się ciężki semestr.

z/t