Magic Lullaby
Kuchnia - Wersja do druku

+- Magic Lullaby (http://magiclullaby.pisz.pl)
+-- Dział:
Londyn
(http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=11)
+--- Dział: Dzielnice mugolskie (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=17)
+---- Dział: Mieszkania i posiadłości (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=140)
+----- Dział: Gardnor House (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=334)
+----- Wątek: Kuchnia (/showthread.php?tid=1880)



Kuchnia - Enzo Martinelli - 06-07-2021

[Obrazek: tCzWEeG.png]

Kuchnia



soon



RE: Kuchnia - Charlie Clarke - 06-07-2021

8 listopada 1980, przedpołudnie

Obudziła się z paskudnym bólem głowy w łóżku, którego nie poznawała. Pościel pachniała czystością a na miejscu obok niej, co zaskakujące, nie było nikogo. Po chwili zaczęły do niej wracać strzępki wydarzeń z poprzedniej nocy, co skwitowała przeciągłym jękiem. Spojrzała po sobie i odkryła, że jest ubrana w białą, męską koszulę. Na całe szczęście niemalże równocześnie wróciło do niej wspomnienie, jak prosi o nią Enza, a potem przebiera się w toalecie. Wyślizgnęła się z wygrzanych pieleszy i rozejrzała z ciekawością po gościnnym pokoju, w którym nie miała okazji wcześniej bywać. Sukienka wisiała na oparciu eleganckiego fotela, a przez zasłonięte kotary wdzierało się światło poranka. Zaburczało jej w brzuchu, więc niechętnie opuściła bezpieczną przystań i wypuściła się na teren wroga. Z sypialni pana domu wciąż dochodziło znajome posapywanie, które pamiętała z dawnych czasów. Młodszy Martinelli spał snem sprawiedliwego po ciężkiej nocy i nawet mu się nie dziwiła. Ona jednak po takich libacjach zawsze zrywała się obrzydliwie wcześnie, jakby gryzły ją wyrzuty sumienia albo paliła zgaga.
Przeszła na palcach obok pokoju Włocha i znajomym korytarzem podążyła do kuchni. Całe szczęście, że wciąż pamiętała rozkład pomieszczeń w jego wcale nie tak małej siedzibie. Najwyraźniej jednak wyparła z pamięci niechęć, jaką żywił do trzymania w domu produktów zdatnych do spożycia. W szafkach znalazła tylko przepiękną zastawę i puste pojemniki na kawę oraz herbatę. Westchnęła cierpiętniczo i po raz kolejny w przeciągu kilkunastu minut rozważyła szybką ewakuację. Enzo, tłumaczyła sobie, zapewne również wolałby jej nie widzieć przez jakiś czas na oczy. W końcu, z braku alternatywy, wróciła do pokoju, wzięła szybki prysznic w przyległej łazience i chwyciła sukienkę, którą najwyraźniej przeprała poprzedniej nocy (a nie posądzałaby się o taką przezorność!), bo wciąż była wilgotna. Ostatecznie zadowoliła się więc koszulą, licząc na to, że w płaszczu będzie wyglądała w miarę cywilizowanie. Zlokalizowanie go zajęło jej dłuższą chwilę, ale wkrótce była gotowa opuścić elegancką rezydencję Martinellego.
Wróciła do niej kilkadziesiąt minut później, niosąc pod pachą torbę z zakupami, a w garści dwa kubki z gorącą, aromatyczną kawą. Nie przejmując się ściąganiem butów, zaniosła to wszystko do kuchni i dopiero wtedy zrzuciła szpilki, które zdążyła już szczerze znienawidzić. Zabrała się za robienie śniadania z wprawą kogoś, kogo nie było stać na regularne posiłki na mieście, Powietrze szybko wypełniła kusząca woń smażonego jajka, przypraw i krojonych warzyw. Nie była szczególną zwolenniczką tradycyjnych, angielskich śniadań, zdecydowała się więc na proste, ale atrakcyjne kanapki, mając nadzieję, że jej żołądek przyjmie podane w tej formie witaminy. Nie dziwiła się, kiedy jej krzątanina zwabiła do kuchni Enza. Spojrzała na niego przez ramie i uśmiechnęła się blado, zajęta akurat ściąganiem na talerze sadzonego jajka.
- Masz kawę. - rzuciła jak gdyby nigdy nic, wskazując brodą na papierowy kubek na wyspie. - Cappuccino z karmelem, prawda? - jego preferencje mogły się zmienić, ale taką lubił „za ich czasów”. Zawsze niezmiernie bawiło ją, że mafiozo mógł popijać coś tak niesamowicie… niemęskiego. Oczywiście według stereotypowych standardów. Chwyciła jeszcze dwa pełne talerze i skierowała się do stołu, na którym już wcześniej zdążyła położyć sztućce.
- Mam nadzieję, że jesteś głodny. - odezwała się, zapraszając go gestem. I choć najchętniej bez końca udawałaby, że ich niedawna kłótnia nigdy nie miała miejsca, musiała w końcu podjąć ten temat. Szczególnie że zachował się przyzwoicie, zabierając ją do swojego domu. Nie musiał tego robić.
- Przepraszam, za wczoraj. Nie cofam ni… wszystkiego, co powiedziałam. - Właściwie to przy większości z poruszonych przez siebie kwestii była skłonna obstawać, ale była również gotowa podejść do kwestii bardziej strategicznie. Teraz, kiedy alkohol nie kierował jej działaniami.. - Ale za dużo wypiłam i to w niczym nie pomogło. - Inna sprawa, że na trzeźwo zapewne nigdy nie wyrzuciłaby z siebie całego tego żalu. Przeczuwała zaś, że bez niego będzie jej się żyło lepiej, lżej. Jej priorytetem w tej chwili było jednakże sprowadzenie ich relacji na bezpieczny grunt. Czekało ich więcej spotkań w przyszłości. Właśnie dlatego nie ewakuowała się bez pożegnania, tylko serwowała mu śniadanie.


RE: Kuchnia - Enzo Martinelli - 06-07-2021

8 listopada 1980

Jego poranek nadszedł dużo później od tego clarke’owego i nie był tak brutalny w skutkach. W Wywernie wlał w siebie może ze dwie szklanki whiskey, potem poprawiając je jakimś kolorowym shotem o wciąż zagadkowym dla niego składzie. Alkohol wyparował z niego, zanim jeszcze wrócili do jego domu. Nie zdarzyło się od kilku dobrych lat, by wspólnie przekroczyli próg tej całkiem sporej jak na jednego mieszkańca rezydencji. No i w przeszłości miało zupełnie inny przebieg, gdy już do tego dochodziło. Na pewno nie lądowali w osobnych sypialniach, a w jednej, niezainteresowani szybkim zaśnięciem. I tego wieczora również kusiło go, żeby zostać. Przykleić się do Charlie i czekać na rozwój wydarzeń wcześniej obiecując, że będzie grzeczny. Półwila wydawała się jednak być w stanie ledwo przytomnym, dlatego ostatecznie sobie odpuścił. Seks z ryzykiem bycia obrzyganym nie należał do jego klimatów.
Zaspanym jeszcze spojrzeniem odszukał kieszonkowy zegarek rzucony gdzieś na nocny stolik. Oczywiście, że był spóźniony na coś, do czego zobowiązał się już jakiś czas temu. Trudno. Może żadne z jego nowych podopiecznych nie wywinie nic wartego przekazania Donowi. Wziął szybki prysznic i założył na siebie czyste ciuchy – jasnoszare, materiałowe spodnie i ciemniejszą koszulę, którą wpuścił w spodnie. Wilgotne włosy ułożone już były na swoje stałe miejsce, gdy opuścił główną sypialnię. Szczerze? Nie spodziewał się tu Charlie, obstawiał, że wróciła już na Nokturn, dlatego zapach dochodzący z kuchni był dla niego niemałym zaskoczeniem.
Mhm – przytaknął, kiedy dziewczyna przytoczyła jego preferencje dotyczące kawy. Nic dziwnego, że pijał ją rzadko. Jakoś nie widział siebie na rodzinnym spotkaniu, pytającego, czy gospodarze mają może w zanadrzu syrop karmelowy. Ograniczył się do pomruku, bo zaspany nie był jeszcze tak rozmowny, jak zwykle. Nawet prysznic nie był go w stanie wybudzić do końca, ale to pewnie nie było żadnym zaskoczeniem dla Charlie. Chcąc nie chcąc, musiała go poznać i od tej strony.
Kanapki? – Zlustrował zastawiony już śniadaniem stół. Nie był to żaden objaw marudzenia, a jakieś dziwne próby dogadania się o tak wczesnej dla niego godzinie. Zazwyczaj w sobotnie poranki budził się gdzieś w okolicach wieczora no chyba, że miał do zrobienia coś o wyższym priorytecie. Wtedy wstawał późnym popołudniem.
To o to chodzi z tym śniadaniem. I z tobą dalej tutaj – zauważył siedząc już przy stole, gdy z ust Charlie padły przeprosiny. Upił łyk kawy i zajął się swoim śniadaniem. Dopiero teraz zaczynało dochodzić do niego, że ostatnie co jadł, to obiad dnia poprzedniego. Milczał przez chwilę, przeżuwając kawałek smażonego jajka. – To co w takim razie cofasz? – Posłał jej jakiś złośliwy, ale lekki uśmiech. Oczywiście, że zdawał sobie sprawę, że najlepiej byłoby zostawić wczorajszy wieczór za zamkniętymi drzwiami. Nie rozdrabniać się nad pojedynczymi kwestiami, które znów mogły zadziałać jak zapalniki w ich i tak niestabilnej już relacji. Mimo to był ciekawy co w takim razie uważała za warte cofnięcia. Nie byłby egocentrycznym sobą, gdyby o to nie zapytał.


RE: Kuchnia - Charlie Clarke - 06-07-2021

Miał rację, wciąż pamiętała, że nad ranem potrzebował sporo czasu, aby dojść do siebie. Właściwie można by nawet zaryzykować stwierdzeniem, że dręczenie go swoją osobą o tej godzinie i to w sobotę, było jakąś wymyślną formą tortur. Intencje Charlie były jednakże czyste, przynajmniej tym razem. Naprawdę zależało jej na tym, żeby oczyścić atmosferę między nimi. Nie spodziewała się, że któreś z nich ustąpi i będą mogli jako najlepsi przyjaciele udać się w podskokach w stronę tęczy, i to trzymając się za ręce, ale miała wciąż nadzieję, że znajdą jakąś płaszczyznę porozumienia.
- Kanapki. - potwierdziła z kpiącym uśmiechem, kiedy Martinelli z niezbyt przytomnym wyrazem twarzy usiłował ogarnąć, co właściwie dzieje się dookoła niego. Wnioskując po pustce w szafkach, rzadko w ogóle zachodził do kuchni, nie wspominając o spożywaniu w niej posiłków. Kiedy oboje siedzieli już przy stole, a przed nimi stały wypełnione po brzegi talerze oraz kubki z nadal ciepłą kawą, mogli wreszcie przejść do konkretów. Kwestia tego, że Charlie wciąż znajdowała się w jego domu, nasuwała się zaś na myśl pierwsza.
- Nie jest to trudny do wyciągnięcia wniosek. - stwierdziła, jakby wciąż nie do końca mogła wyjść z roli i powstrzymać się od rzucania szorstkich komentarzy. Ton jej głosu był jednak znacznie bardziej przyjacielski niż wczoraj. Była to raczej niezobowiązująca uwaga, a nie arogancki przytyk. - Ale byłam też po prostu głodna i uznałam, że ty również chętnie coś zjesz, kiedy w końcu wstaniesz. W kuchni nie masz niczego zdatnego do spożycia. - zauważyła z rozbawieniem. - Jak za starych czasów. - dodała po chwili, choć nie zamierzała odwoływać się w żaden sposób do swoich poprzednich wizyt w tym miejscu. To mogło tylko skomplikować i tak pogmatwaną sytuację. Odchrząknęła i wzruszyła ramionami, jakby lekceważąc te nieprzemyślane słowa.
- Należy ci się podziękowanie. - stwierdziła, zmuszając się do spojrzenia mu prosto w nadal zaspane oczy. - Za to, że mnie wczoraj nie zostawiłeś. - uściśliła, spuszczając wzrok na swój talerz. - No więc... dziękuję. - wydusiła z siebie w końcu, ponownie na niego zerkając, a potem pakując sobie do ust kawałek smażonego jajka. Z pełną buzią nie wypadało jej mówić, a potrzebowała chwili na zebranie myśli. Enzo wykorzystał sytuację i zadał pytanie, które mógł już sobie odpuścić. Zirytowało ją, że podczas gdy ona starała się naprawić sytuację, on uparcie brnął w szczegóły, które mogły tylko i wyłącznie bardziej ich podzielić. Zdaje się, że przejął w ten sposób jej rolę z poprzedniego wieczoru. Czyżby więc jej przypadło w udziale tego ranka zachowanie zimnej krwi oraz rozsądku?
- Cofam stwierdzenie, że nie ma już dla mnie nadziei na to, że kiedyś zmądrzeję. - oznajmiła po krótkim zastanowieniu, przypominając sobie, jak uparcie podkreślała kwestię swojej własnej głupoty. Właściwie to nawet w tej chwili była już znacznie bardziej rozgarnięta niż wtedy, kiedy widzieli się po raz ostatni. Wyciągała wnioski, nawet jeśli nie zawsze i nie za każdym razem takie, jakie być może powinna. Czy zachowała się jak idiotka w całym tym bałaganie z Enzo? Tak. Czy w jakimś topniu powtórzyła to wczoraj? Owszem. Ale rokowała nie najgorzej właśnie dlatego, że zdawała sobie z tego sprawę. W przeciwieństwie do Martinellego widziała własne błędy.
- Słuchaj, wiem, że ze względu na naszą… przeszłość, przyzwyczajony jesteś do czegoś innego, ale mam nadzieję, że uda nam się dojść do porozumienia. - nie wyraziła tego wprost, ale chodziło jej oczywiście o to, że teraz, kiedy już jej nie płacił, kiedy nie wiązała ich specyficzna relacja klient - realizator usługi, Charlie mogła bardziej niż niegdyś być po prostu sobą. A w dodatku dzieliły ich jeszcze inne kwestie, do których jednak nierozsądnie byłoby chyba wracać w tym dokładnie momencie. - Mi chyba wystarczy to, czego dowiedziałam się wczoraj. - wciąż bolał ją zresztą ten wyraz totalnego niezrozumienia na twarzy Włocha. - Więc jeśli to wszystko i ty nie masz nic do dodania, to po prostu nie wracajmy do tego więcej. Być może te wasze walki w Wywernie będą jednorazowym wydarzeniem, więc żadne z nas nie będzie się musiało jakoś wielce nagimnastykować, żeby nie zagryźć drugiego na miejscu. - ton jej głosu wyraźnie wskazywał na to, że żartowała, ale przekaz był jasny: prowadzą osobne życia i w czasie tych rzadkich chwil, kiedy będą zmuszeni do interakcji, bez sensu byłoby drzeć koty.


RE: Kuchnia - Enzo Martinelli - 06-07-2021

Spojrzał na nią ostrzegawczo znad swojego talerza, kiedy podzieliła się z nim szorstkim komentarzem, jednak nie skomentował tego w żaden sposób. Czekał na dalszą część jej wypowiedzi, która zresztą skutecznie odciągnęła go od tego mniej przyjemnego fragmentu.
A ty dobrze wyglądasz w moich koszulach. Jak za starych czasów – powtórzył po niej, co najwyraźniej sprawiło mu zbyt wiele satysfakcji odzwierciedlonej teraz w krzywym, łobuzerskim uśmiechu. Nie byłby sobą, gdyby nie wykorzystał nieprzemyślanych słów Charlie, nawet jeśli dostrzegł, że nie była z nich zbyt zadowolona. Cóż mógł poradzić, że jego koszule były stałym elementem jej dawnych wizyt i dnia następnego? Wypadało więc w jakiś sposób to skomentować, prawda?
Przyszedł czas na coś, czego spodziewał się jeszcze mniej od tego śniadania. Charlie wydusiła z siebie podziękowania, a on zamarł na chwilę, nawet jeśli właśnie był w trakcie unoszenia kubka, by się z niego napić.
Widzisz. Nie jestem aż takim chujem – odezwał się, gdy już wypił łyk ciepłego napoju. I powiedział to, jakby święcie wierzył w swoje słowa. Nawet jeśli ostatnimi czasy coraz więcej czarodziejów i czarownic wystosowywało wobec niego podobne zarzuty. – I od razu mówię, chociaż nie wiem, czy mi w to uwierzysz, bo masz z tym wyraźny problem, ale nic za to od ciebie nie chcę – podkreślił od razu, jednocześnie nie mogąc powstrzymać się od sarkastycznego wtrącenia przywołującego fragment ich wczorajszej, burzliwej rozmowy. Ale intencje miał dobre! Faktycznie nic od niej nie chciał. Czemu? Bo wszystko sprowadzało się do tego, że czego mógłby od niej chcieć? Nie miała nic do zaoferowania, tym bardziej, jeśli nie wiązała już swojego życia z Rozbrykaną. O tym jednak nie zamierzał już wspominać, bo jak wcześniej podkreślił, aż takim chujem nie był.
Okej, ale co to ma do mnie? – Uniósł brwi, kiedy podzieliła się z nim swoim wnioskiem. Jej wcześniejsze słowa poprzedzone przeprosinami może i brzmiały dobrze w teorii, ale jeśli sprowadzały się tylko i wyłącznie do odwoływania kwestii dotyczącej poziomu swojej własnej inteligencji, nie robiły na Enzie żadnego wrażenia. Nawet jeśli wydusiła z siebie o wiele więcej i przyznała się do większej ilości błędów niż on chyba w całym swoim życiu.
Pokiwał głową kilkukrotnie, kiedy mówiła o swojej wizji dotyczącej ich przyszłej znajomości. Nie widział w niej problemów. Czy jednak miało to związek z Regisem? Z tym że nie chciała zagrozić mu, jego barowi i interesom związanym z wydarzeniem, na które się umówili? Wydawało mu się to coraz bardziej prawdopodobne.
Pamiętaj, że to ty w pierwszej kolejności chciałaś coś ze mną wyjaśniać – przypomniał spokojnie. – Nie jestem jakiś zagubiony w czasie i przestrzeni, żeby nie wiedzieć, że nie jest już tak samo. I wiedziałem już o tym wcześniej. Doceniam to całe rysowanie granic, ale nie jest mi potrzebne, żeby domyślić się, że nie zdejmiesz już przede mną majtek za kilka galeonów – wyjaśnił jej, jednocześnie nie trudząc się na żadne, bardziej wyszukane sformułowania. Byli chyba zbyt świadomi realiów, żeby wypowiadać się w pięknych słowach o łączącej ich przyszłości. Przynajmniej on tak twierdził, nie siląc się na jakąś ugłaskaną wersję swoich przemyśleń. – Nie martw się, cokolwiek mi wczoraj powiedziałaś, nie zmieni to niczego w związku z tym naszym małym układem z Talbottem – dodał po chwili, nawet jeśli doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że mógł już sobie odpuścić ten komentarz.


RE: Kuchnia - Charlie Clarke - 06-07-2021

- Wyglądam dobrze niemalże we wszystkim. I bez niczego zresztą też. Uroki bycia półwilą. - zareagowała trochę ostrzej, niż pewnie należało, ale czuła się coraz bardziej rozdrażniona. Zdawała sobie sprawę, że ten komentarz mógł okazać się metaforycznym kijem wsadzonym prosto w mrowisko, ale spłynął z jej języka, zanim zdążyła się nad nim głębiej zastanowić. Poza tym… Nie stwierdzała niczego odkrywczego. A lata praktyki sprawiły, że miała do swojego ciała podejście niemal tak przedmiotowe, jak otaczający ją mężczyźni.
Na szczęście dalsza część rozmowy, kiedy udało im się już wrócić do pierwotnego tematu, rokowała trochę lepiej. Charlie pochwyciła wyraz zdumienia na twarzy Enza, kiedy wydusiła z siebie przeprosiny i sprawiło jej to niemałą satysfakcję. Ten facet tak głęboko przekonany był o tym, że przyznanie się do błędu równało się słabości, że nie potrafił uwierzyć, kiedy ktoś inny nie podzielał jego przekonań. A także unikał dzięki temu oczywistych problemów, które one powodowały. Przeprosiny zaś, choćby pośrednio, zakładały uznanie uchybień we własnym zachowaniu.
- Jesteś chujem, ale może faktycznie nie aż takim. - powtórzyła po nim, przestawiając jednak szyk zdania w taki sposób, aby zabrzmiało ono po jej myśli. Uśmiechała się natomiast bez śladu drwiny, choć nadal z widoczną rezerwą. - Widzisz... ubiegłam twoje ewentualne życzenia, serwując ci to śniadanie. Wedle moich kryteriów jesteśmy kwita. - Znowu żartowała, ale na jej twarzy spostrzegawcza osoba dopatrzyłaby się śladów ulgi. Nie było głupotą przypuszczać, że wychowanek mafii będzie chciał jakiejś zapłaty za swoją pomoc. Niezależnie od okoliczności i tego, co ich łączyło. Pewnie poczułaby się trochę gorzej, gdyby zdawała sobie sprawę, że słowa Enza wynikają z przekonania o jej bezużyteczności.
- Nie sprecyzowałeś, że ma dotyczyć to ciebie. Spytałeś tylko, które stwierdzenia cofam. - odpowiedziała lekko na jego czepialstwo. Wiedziała, że stąpa po cienkiej linii, ale liczyła na to, że ktoś taki jak Martinelli doceni mimo wszystko jej spryt. - A przepraszałam za upicie się. No i sposób, w jaki to rozegrałam. - dodała po chwili, świadoma, o co tak naprawdę chodziło Włochowi. - Oboje wiemy, że czasem od tego co się mówi, ważniejsze jest to, w jaki sposób formułuje się słowa. I w jakich okolicznościach. - Czy istniały jednak takie warunki, w których ich wczorajsza rozmowa mogła pójść dobrze? Nie, raczej nie. Enzo nie dojrzał bowiem do przyznania się do ślepoty. Ani egoizmu. Ani choć fragmentu winy.
Skrzywiła się, bo tym razem to on nieszczególnie przejmował się wydźwiękiem swoich wypowiedzi. A może specjalnie próbował ją zirytować, wcale by się nie zdziwiła. Nawet jeśli nie potrafiła zrozumieć dlaczego mogłoby mu na tym zależeć.
- Byłam pijana. - powtórzyła, bo to jedyne, co tłumaczyło jakoś jej zachowanie. - Trochę to w sobie dusiłam i byłeś świadkiem erupcji wywołanej alkoholem. - Równie dobrze mogła być z nim całkiem szczera. Nie miało to większego znaczenia, a ona czuła się lepiej, mogąc to z siebie wyrzucić. - I nie miałam na myśli tego, że nie zamierzam z tobą sypiać. Chodziło mi raczej o to, że w Rozbrykanej nie byłam sobą. No dobra, byłam jakąś wersją siebie. Taką, która się podporządkowywała wymaganiom. - I niezmiernie rzadko wyrażała własne zdanie, szczególnie wtedy, kiedy się z czymś nie zgadzała. Ta Charlie, z którą musiał mierzyć się obecnie, była zaś daleka od podobnej ugodowości.
- I nie martwiłam się o te wasze walki. - machnęła z lekceważeniem ręką. Jeśli intencją Enza było pociągnięcie jej za język w temacie Regisa, musiał się mocniej postarać. - Wyraźnie bardzo ci na nich zależy. Na tyle, że się nie wycofasz. Po prostu nie chcę uprzykrzać sobie życia. Ani tobie, jeśli jesteś gotów w to uwierzyć. - Mógł nie dać temu wiary, bo nie była to nawet do końca prawda. Jakaś część Charlie chciałaby go zranić, ukarać, ukłuć tam, gdzie zaboli. Ta część uważała, że ma do tego prawo. I choćby dziewczyna się z nią zgadzała, zbyt wiele przeszła i za dobrze rozumiała mechanizmy rządzące tym światem, aby się jej podporządkować.
- No to co… Wszystko wyjaśnione? - Tak naprawdę nie rozwikłali absolutnie niczego, ale wypadało pewnie udawać inaczej. Szczególnie że powoli kończyło się jedzenie na jej talerzu, a wraz z nim czas, który była gotowa spędzić w tym domu.


RE: Kuchnia - Enzo Martinelli - 06-07-2021

W jej głosie bez trudu wyłapał irytację, na którą zresztą zareagował uniesieniem brwi. Nie myliła się co do swojej ponadprzeciętnej urody, ale po co te nerwy? Czyżby ten mały skok w przeszłość aż tak ją rozdrażnił? Mógłby domyślić się tego zawczasu, zanim wygłosił komentarz o koszuli, w szczególności patrząc na jej wczorajsze, jadowite humorki, ale nie miał nastroju, by chodzić wokół niej na palcach.
Lepiej przyjmowałaś komplementy, kiedy ci płaciłem – zauważył ostrzej niż dotychczas, nie było to jednak żadne przełomowe odkrycie, czego zresztą był zupełnie świadomy. Przecież wcześniej nie wypadało jej warczeć na klientów, a w szczególności na brata swojego szefa.
Kilka kanapek za to wszystko, czego musiałem się wczoraj nasłuchać? Skoro tak stawiasz sprawę, to nie wiem, czy jesteśmy kwita – dołączył do żartów. I może postarałby się przemycić w tym zdaniu jakąś dwuznaczność lub dwie, ale nieprzyjemny humor Charlie, który był powtarzającym się tematem w ich przedłużającym się spotkaniu, skutecznie ostudził zapędy Włocha.
Chyba znasz mnie an tyle długo, żeby wiedzieć, co mnie interesuje. I bynajmniej nie są to rewelacje na temat twojej inteligencji – wpatrywał się w nią spod uniesionych brwi, mimo wszystko traktując tę rozmowę w kategoriach kolejnych żartów, nawet jeśli jego słowa odbijały się prawdą. – Dobra, zaczyna mnie to już męczyć. Powiedziałaś, co powiedziałaś, miejmy to już za sobą – zadecydował w końcu. – I tak byśmy się pokłócili, czy byłabyś pijana, czy nie. – Za dobrze ich znał, nawet jeśli Charlie nie była nigdy w pełni sobą w jego obecności. Wystarczyło, że wiedział jak sam by zareagował na jej przemyślenia, jakimkolwiek tonem i w jakkolwiek delikatne słowa nie byłyby ubrane.
Zawsze mógłbym zmienić miejsce. Nie dorabiaj Wywernie nie wiadomo jakiego znaczenia, nie jestem na niczyjej łasce – wtrącił, bo zwyczajnie nie rozumiał skąd wyciągnęła podobne wnioski. Przyszedł z propozycją, która zresztą niemal od razu spotkała się z aprobatą Talbotta. Był również gotów skreślić wszystko i wyjść, gdy poczuł, że właściciel baru niebezpiecznie zbliża się do granic jego cierpliwości. W końcu takich miejsc na Nokturnie było kilka, a w dodatku wcale nie musiał ograniczać się do samego magicznego Londynu, prawda? W końcu organizował zamkniętą imprezę, więc lokalizacja nie miała zbyt wielkiego znaczenia.
Podczas rozmowy zdążył zjeść przygotowane przez Charlie śniadanie, teraz pozostawało zaspokoić inne potrzeby. Sięgnął po różdżkę i machnął nią oszczędnie, a dotychczas zamknięte, oszklone drzwi przesunęły się odrobinę, by wpuścić chociaż trochę chłodnego, świeżego powietrza z ogrodowego patio. Kolejnym gestem przywołał swoją posrebrzaną papierośnicę.
Ja nie mam nic więcej do dodania – wzruszył ramionami z obojętnością, odpaliwszy wcześniej papierosa. Wyglądało na to, że przebieg dzisiejszego śniadania skutecznie zgasił w nim resztki zainteresowania. Może dlatego, że aktualnie miał przesyt tej nokturńskiej księżniczki.


RE: Kuchnia - Charlie Clarke - 06-07-2021

- I to cię dziwi? - rzuciła tylko, kiedy stwierdził banalną oczywistość. Ludzie robili gorsze rzeczy za pieniądze, niż potulne przyjmowanie dwuznacznych komplementów. Ona robiła gorsze rzeczy… Te odwołania do przeszłości drażniły ją chyba bardziej, niż powinny dlatego, że Enzo chciał wejść do jej nowego, odbudowanego świata. Świata Wywerny, świata, w którym była kimś… więcej? Na pewno kimś innym. Nie chciała w tej rzeczywistości więcej niżeli to koniecznie nawiązań do przeszłości. Niezależnie od tego, na czym miałyby polegać.
Prawie odcięła się, że ona nasłuchała się od niego w życiu znacznie więcej, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. Drażnienie go w sytuacji, w której faktycznie mógł od niej wymagać spłaty długu za okazaną jej pomoc, byłoby wyrazem galopującej głupoty. I choć przez ostatnie kilkanaście godzin nie wykazywała się szczególnym rozsądkiem, chyba powinna do tego wrócić. Koniec przerwy.
- To akurat prawda. - mruknęła, na jego stwierdzenie, że i tak by się pokłócili. Znała go na tyle dobrze, aby móc z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że niezależnie od sposobu, w jaki przedstawiłaby mu swój punkt widzenia, on przyjąłby postawę defensywną. W kontekście ich rozmowy nie miało to jednak większego znaczenia. Ona zwyczajnie czułaby się lepiej, gdyby wyznania te padły w bardziej kontrolowanych warunkach. Mogłaby wtedy z czystym sumieniem stwierdzić, że to Enzo jest w stu procentach odpowiedzialny za wszystko, co poszło źle w ich rozmowie. A teraz, chociaż nie pamiętała każdej minuty ich spotkania, miała świadomość, że nie tak przedstawiała się sytuacja. I stąd przeprosiny.
Próba zrzucenia wszystkiego na Enza byłaby szczególnie łatwa, gdyby swoim zwyczajem uparcie doszukiwał się w jej słowach znaczeń, których w rzeczywistości tam nie było. Tak, jak w tej chwili. Przez moment przyglądała mu się bez większego zrozumienia, kiedy mówił coś o byciu na czyjejś łasce. Zapomniała, że przez wzgląd na swoje wychowanie i ograniczenia związane z przynależnością do mafijnej rodziny, był szczególnie wyczulony na sugestie, że w jakiejś kwestii nie miał wyboru albo coś nie było tylko i wyłącznie jego decyzją, jego zasługą. Westchnęła.
- Nie dorabiam. - choć dla niej ten bar oznaczał więcej, niż potrafiłaby (a już na pewno była gotowa) wyrazić w słowach, zdawała sobie sprawę, że z punktu widzenia Enza sytuacja przedstawiała się zgoła inaczej. - Miałam na myśli to, że nie wycofasz się tylko z mojego powodu. - szukanie nowego miejsca na walki po tym, jak dogadał się już z Regisem i uścisnęli sobie dłonie, tylko i wyłącznie dlatego, że mógłby dzięki temu uniknąć kontaktu z nią… to brzmiało jak przesada. Sporo niepotrzebnego zachodu. Spodziewałaby się prędzej, że próbowałby przekonać Talbotta, aby na ten jeden wieczór pozbył się jej z Wywerny. A tego nie chciała. Zależało jej, aby tam być. Z różnych względów.
Nawet nie drgnęła, kiedy wyciągnął różdżkę. Może był to przejaw naiwności z jej strony, ale nie czuła się przez Enza zagrożona. Wiedziała, że to błąd, ale od kiedy stanął w jej obronie jeszcze w Rozbrykanej Różdżce, nie potrafiła postrzegać go w kategoriach niebezpieczeństwa, nawet jeśli logika i rozsądek podpowiadały inaczej. Nie, jeśli miałoby ono oznaczać przemoc fizyczną, w każdym razie.
- No to… na mnie pora. - rzuciła, wzruszając ramionami. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi świadczyły o tym, że jeśli chcieli się rozstać we względnym pokoju, powinni w tym momencie zakończyć swoją dyskusję.
- Przebiorę się i znikam. Sama znajdę drogę do wyjścia. - rzuciła, z cieniem uśmiechu. - Do zobaczenia… kiedyś tam. - stwierdziła jeszcze, podnosząc się z gracją z krzesła, po czym przemaszerowała przez kuchnię, całkowicie nieskrępowana tym, że Enzo mógł się jej przyglądać.

Niedługo później w domu rozległ się trzask zamykanych drzwi wejściowych, świadczących o tym, że nokturnska księżniczka opuściła włości rozkapryszonego dziedzica.

z/t


RE: Kuchnia - Enzo Martinelli - 06-07-2021

Trochę – odpowiedział jej i to wyjątkowo szczerze jak na siebie i swoją owiniętą w kłamstwa osobę. – Ale od wczoraj zdążyłem już zauważyć, że wszystko związane ze mną przestało ci odpowiadać. Jakbym był tylko swoją przeszłością i niczym więcej – dodał, ale bez żadnego rozgoryczenia, czy żalu związanego z traktowaniem, z którym nie do końca się zgadzał. Ot, stwierdził fakt i już na pewno nie zamierzał się nim przejmować. I choć rozumiał, że wspomnienia z nie do końca wolnym życiem, które kiedyś wiodła półwila, mogły wywoływać w niej reakcję alergiczną, jakoś nie widział powodów, czemu jego osoba miałaby obrywać za to na każdym kroku. Jednak jak już wcześniej zdążyliśmy ustalić, Lorenzo nie potrafił, chociażby na chwilę, wskoczyć w buty wykonane z czegoś innego niż włoska skóra.
Masz rację – przyznał, kiedy podkreśliła, że nie zrezygnowałby z zaplanowanego już przedsięwzięcia, tylko i wyłącznie z powodu tego chodzącego, wyszczekanego wspomnienia sprzed kilku lat. Jego ta przeszłość zupełnie nie bolała. Nie dusił w sobie nic przez czas rozłąki. Szczególnie się nad tym nie zastanawiał, żyjąc w swoim ulubionym stanie błogiej nieświadomości. Jedynie czasem tęskniąc za chwilami, w których płacił zgodnie z cennikiem Rozbrykanej, by wykupiony czas spożytkować na coś bardziej terapeutycznego od seksu.
Strząsał popiół do talerza, na którym jeszcze kwadrans temu leżały kanapki. Wyglądało na to, że ich spotkanie nieplanowane, wybuchowe i zagmatwane spotkanie dobiegało już końca. Wysłuchał odrobinę niezręcznego pożegnania, mając jakąś dziwnie zamyśloną minę.
Do kiedyś, Charlie – wyglądało na to, że zamierzał całkowicie zrezygnować z pieszczotliwego zdrobnienia, którym posługiwał się jeszcze wczoraj w stosunku do dziewczyny. Albo uznał, że dzisiejsze okoliczności w ogóle do niego nie pasują. Odprowadził blondynkę spojrzeniem i do tego też się ograniczył, skoro nie wymagała jego fizycznej asysty przy opuszczeniu progów jego posiadłości. Było mu to nawet na rękę.
Ciężkie, drewniane drzwi w końcu trzasnęły po raz ostatni, a Enzo został sam na sam z własnymi myślami, w czym naturalnie nie zamierzał trwać zbyt długo. Nie chciał widzieć żadnego członka swojej familii, ani tym bardziej wnętrz Rozbrykanej Różdżki. Westchnął ciężko i zgasił papierosa. Zostawiwszy bałagan w kuchni, skierował się w pierwsze miejsce, w którym uda mu się przepuścić trochę galeonów, przy okazji załatwiając sobie na jutro potężnego kaca.



/zt